piątek, 28 stycznia 2011

Katastrofa w Smoleńsku - cz. 5 teorie spiskowe

Wstrząsająca swym ogromem i jak dotąd, nie do końca wyjaśnionymi okolicznościami, katastrofa rządowego TU-154M rozpalała i nadal rozpala myśli wielu ludzi. Jak mantra powtarzają się wśród komentarzy głosy niedowierzania i cały czas ścierają się różne poglądy i przekonania. Nie dziwią mnie one. Sam byłem wielokrotnie targany niedowierzaniem i wielkimi wątpliwościami.

Mając w tej materii pewne doświadczenie wiedziałem, że takie katastrofy po prostu się zdarzają. Transport lotniczy jest bardzo bezpieczny i nie podlega to dyskusji, lecz cały czas zdarzają się jednak wypadki, które mają swoją specyfikę. Katastrofy drogowe są powszechne, lecz zwykle jednostkowo ich ofiar jest niewiele. Wypadki lotnicze są zjawiskiem o wiele rzadszym, ale pociągającym za sobą wiele ofiar w jednej chwili, a przez to bardzo silnie oddziałującym na opinię publiczną. Z reguły temat podchwytywany jest przez media i nagłaśniany.  Zwłaszcza, jak w tym przypadku, jeśli dotyczy on tak liczną grupę ludzi znanych i wpływowych.

Szybko pojawiły się mniej lub bardziej kuriozalne wizje i teorie. Większość klasyczne wariacje na temat: zabili ich Rosjanie, to drugi Katyń. Zabili ich Żydzi, bo to żydowski spisek. Prezydenta zabiła Unia Europejska, bo nie chciał euro i bronił niepodległości. Premier Tusk porozumiał się z Putinem i dlatego samolot spadł. To był zamach, sztuczna mgła ... Wszystkiemu winni sowieccy agenci, kosmici, ubecy, PO, masoni ... Teorii jest wiele, jedna bardziej fantastyczna i nieprawdopodobna od drugiej. Skąd one się biorą ???

To proste: Nagła, tragiczna i niespodziewana śmierć tak wielu ważnych ludzi to szok. Dopada cię myśl - skoro oni zginęli, to mnie też może się to zdarzyć. A przecież codziennie tysiące ludzi podróżują samolotami. I nagle każdy z nich zaczyna bać się podobnej katastrofy. Oto przypadek, błąd, pogoda, zły dzień pilota może nagle zabić. Bez powodu, bez Twojej winy i całkiem niespodziewanie. Ludzie mają tendencję do nadawania faktom jakiegoś konkretnego sensu. Kiedyś dawno temu ludzie mówili – nie chodź tamtą drogą, bo porwie cię Diabeł. Zły swą łapą przewrócił dzwonnice, spłoszył konie, wzniecił wiatr, wywołał powódź itp. Dziś jest podobnie - samolot się rozbił, bo komuś na tym zależało ... i świat znów ma sens - podobnie jak to bywało już kiedyś. To nie przypadek losu, wypadek itp, ale złe siły, jacyś nieokreśleni „Oni”. Przecież zawsze łatwiej oskarżyć „Onych”. Nadać faktom sens. Uprościć świat. Im człowiek mniej rozumie otaczający go świat, tym chętniej posługuje się schematami, uproszczeniami stereotypami. A teraz dodatkowo żyjemy w epoce internetu i globalizacji, gdzie dużo łatwiej o przepływ informacji

Postanowiłem zebrać te popularniejsze w jednym miejscu. Oto one:




Dziwny błysk w czasie startu z Warszawy.

Zdjęcie, które ma dowodzić teorii sabotażu lub zamachu.

Wielu zwolenników spiskowej teorii powołuje się na dziwny błysk na prawym silniku, podczas startu samolotu z warszawskiego Okęcia. Błysk widać w materiale TVN, dokładnie w 15 sekundzie. Zdjęcie, wraz ze zbliżeniem znajdą państwo na początku tekstu. Stało się ono argumentem w teorii „zamachowo-sabotażowej”. Powraca w wielu komentarzach, utrzymanych w tonie - „a co powiecie na to? Wyjaśnijcie to.” Więc wyjaśniam.

Nawet pobieżna znajomość konstrukcji samolotu, lub 10 minut poszukiwań w Internecie pozwala stwierdzić, że jest to rozbłysk jednego ze świateł pozycyjnych samolotu. Jest to tak zwane „beacon light" – mrugająca lampa znajdująca się na spodzie kadłuba samolotu. podobne światła znajdują się na górnej powierzchni samolotu i końcówkach skrzydeł. Przypadek spowodował, że z perspektywy kamery „beacon light" znalazł się w momencie błysku na wysokości prawego silnika. Zarówno później, jak i wcześniej był niewidoczny. Zwykły zbieg okoliczności. Ot i cała tajemnica. Wyjaśniona proste, ale niestety nie odpowiada na żadne ważne pytanie i dlatego mało popularne.

Samolot zestrzelono rakietą i rozbito bliźniaczy w Smoleńsku

Tak tak taka teoria też była przedstawiana w pierwszych dniach po katastrofie. Pojawił się dziwny problem z ofiarami. Na początku nikt ich nie widział, co rodzi okrutne przypuszczenia, że w Smoleńsku wcale nie rozbił się samolot z prezydentem na pokładzie. Zaplanowana – przez Rosjan, bo to wciąż główni bohaterowie spekulacji – katastrofa mogła się zdarzyć gdzie indziej, w ustronnym miejscu, w którym byłoby łatwo dobić ofiary po zestrzeleniu samolotu np rakietą. Natomiast w Smoleńsku rozbił się samolot bliźniak – bez pasażerów, odpowiednio spreparowany, by zostawić po sobie mnóstwo kawałków. Bo z ich ilością internauci też mają problem. „Dziwne jest to, że szczątki samolotu rozrzucone są na odległość około 1 km od miejsca katastrofy, choć leciał tuż nad drzewami”. Absurdalne ???

Film, który wstrząsnął siecią

Najdłużej wałkowaną jest teoria, mówiąca o dobijaniu ofiar na smoleńskim lotnisku. W końcu Reuters podał zaraz po katastrofie, że trzy osoby przeżyły, polski MSZ też o tym wspominał. Potem wiadomość zdementowano, ale na serwisie YouTube zdążył się już pojawić amatorski film z miejsca tragedii. Nakręcony telefonem komórkowym, z bardzo kiepskim dźwiękiem, pokazuje palące się fragmenty maszyny. Kolejni widzowie dostrzegają na nim – pośród gałęzi – uciekających, a potem dobijanych pasażerów, snajpera, słyszą strzały. Internauci biorą się za tłumaczenie ledwie słyszalnych głosów. Szczytem jest dwusekundowy zapis audio zamieszczony w serwisie wrzuta.pl, opatrzony przez autora transkrypcją: „To jest prezydent?” (tu słychać strzał).
Ma to być dowód na zabicie prezydenta przez rosyjskie służby specjalne. Trudno stwierdzić, że w analizowanym fragmencie padają takie słowa. Ale że nie padają – jeszcze trudniej.
Protestuje młody tłumacz rosyjskiego. Dowodzi, że to tylko rutynowa akcja rozganiania gapiów – a strzały są oddawane w powietrze. Ale czy tłumacz może być wiarygodnym źródłem? W końcu zna rosyjski, a wszyscy ci, którzy rosyjski znają, mogą być podejrzani. A jeśli to w ogóle nie były strzały? Teoria spiskowa nie upada nawet wtedy. Wręcz przeciwnie. „KGB zamordowało ich po cichu, chociażby bronią z tłumikiem itd., a dla nas puścili film tak oficjalnie o tym mówiący, żeby nas wyśmiać” – pada kolejny komentarz. Dyskusji o strzałach nie utnie nic i nikt. Tym bardziej że śledztwo prokuratorskie może trwać miesiącami. Amerykanie od dziewięciu lat siedzą nad minutowym filmem, zastanawiając się, czy 11 września samolot uderzył w ścianę Pentagonu, trudno więc, by polscy teoretycy spisku już dzień po katastrofie mieli pewność, czy to gałązka, czy może lufa pistoletu. „Dobry spisek ma to do siebie, że nie można go dowieść” – mawiał Jerry Fletcher, grany przez Mela Gibsona bohater filmu „Teoria spisku”.
Kilka dni później pojawi się zresztą najlepsze paliwo dla teorii spiskowej – sieć obiegnie wiadomość o rzekomej śmierci autora filmu, którym miał być Andriej Mendierej. Według doniesień – przez nikogo niepotwierdzonych, ale za to bardzo licznych – został kilkakrotnie ugodzony nożem, a potem odłączony w szpitalu od respiratora. Film w oryginalnej wersji znikł, ale skopiowano go dziesiątki razy i obejrzały go dziś miliony osób. Pewnie będzie się go analizować przez lata !!!
Między tropicielami zabójców Kennedy’ego a tropicielami zamachowców w Smoleńsku jest jednak różnica. Ci drudzy mają dostęp do tych samych materiałów źródłowych co telewizja czy prasa, bo i te korzystają w podobnych sytuacjach z relacji amatorów. Mają też sprzęt, który pozwala zmontować film, poprawić dźwięk, a stopklatki opatrzyć komentarzami – zwykły komputer osobisty. I kanał publikacji – Internet to bowiem dobre miejsce dla mediów obywatelskich, a dla zwolenników spisku – jeszcze lepsze.

To był SABOTAŻ !!!

Pojawiło się również wiele teorii o sabotażu, przeprowadzonym na Tupolewie:
„Nasz Dziennik” zamieścił wypowiedź dr. inż. Ryszarda Drozdowicza z Politechniki Szczecińskiej. „Okoliczności wskazują na poważną awarię lub celowe zablokowanie układu sterowania. Taką blokadę można celowo zamontować tak, aby uruchomiła się przy wypuszczeniu podwozia lub klap przed lądowaniem” – powiedział Drozdowicz. – „Przy blokadzie klap lub lotek katastrofa była nieunikniona, gdyż pilot, nawet zwiększając nagle ciąg, nie był w stanie wyprowadzić mocno przechylonej ciężkiej maszyny”.
W wywiadzie dla tej samej gazety filozof Zdzisław Krasnodębski mówił: „Jeśli ktoś chce wierzyć w przypadek, niech wierzy, ja nie jestem w stanie uwierzyć. Takie rzeczy się po prostu nie zdarzają. (...) Przypomnę, że prezydent już raz został ostrzelany, gdy złożył wizytę w Gruzji tuż po rosyjskim ataku na ten kraj. (...) 70 lat temu „trzeba było” zabić 22 tys. Polaków. Teraz – 88... (gdy nagrywano wywiad nieznana była ostateczna liczba ofiar).

Sensacja z Rumunii - broń elektromagnetyczna !

Prawdziwa bomba nadchodzi z Bałkanów. To rewelacje z rumuńskiej agencji Romanian Global News, szybko podchwycone (już po angielsku) w gruzińskiej Pirweli News, a rozwinięte na portalu zwolenników niepodległości Kaukazu Kavkazcenter. Według tej wersji, Smoleńsk to morderstwo z premedytacją – „międzynarodowi terroryści z FSB zamordowali polskiego prezydenta bronią elektromagnetyczną”. Broń ta może zakłócać funkcjonowanie wszelkich maszyn i urządzeń elektrycznych, jak dowiedziała się agencja Romanian Global News ze źródła w polskim MON. Katastrofa, w której zginęli – według RGN – niemal wszyscy nastawieni antyrosyjsko członkowie polskiej elity politycznej, mogła być wynikiem specjalnej operacji rosyjskich służb specjalnych. Nigdy jeszcze tylu wrogów Rosji nie znalazło się naraz w jednym samolocie, więc były oficer KGB Putin nie mógł po prostu przegapić takiej okazji. Skąd to wiadomo? RGN powołuje się na „anonimowe źródło w NATO”. Nikt nawet nie próbuje dementować tych doniesień – może dlatego, że od „źródła w NATO” trudniejsze do zweryfikowania jest tylko „anonimowe źródło w NATO”. A nad wyraz operatywna firma, która dotarła do tajemniczych informatorów w NATO i w polskim MON, nie ma żadnych zagranicznych korespondentów. To zaskakująco mała „światowa agencja” – zatrudnia ledwie osiem osób, swoje depesze publikuje tylko po rumuńsku, nie figuruje w internetowych książkach telefonicznych. Polska ambasada w Rumunii wie o niej tyle, że jest prywatnym, lokalnym przedsiębiorstwem i na miejscu nikt się na nią nie powołuje. Wspomniana broń miałaby być podobna do EMP z Matrixa :) - jeszcze wróce do tego wątku w kolejnym wpisie !

Dziwne zachowanie Rosyjskich służb bezpieczeństwa na miejscu katastrofy !

„Nasz Dziennik” publikuje rozmowę z Arturem Górskim z PIS. Słowa „Nikogo nie dopuszczono do wraku, a dziennikarzom, którzy czekali na przylot samolotu, rekwirowano taśmy z nagraniami, kasowano zdjęcia fotoreporterom, a komórki w niektórych sieciach nagle straciły zasięg” przemawiają do wyobraźni. Co znaczy fakt, że komórki straciły zasięg – nie do końca wiadomo. Ale na pewno jest źle. Wcześniej poseł Górski sugerował, że Rosja od samego początku starała się wskazać, iż za katastrofę odpowiedzialna jest strona polska: piloci lub nawet sam prezydent. Tymczasem, zdaniem Górskiego, scenariusz mógł być zupełnie inny: „Jedna wersja mówi, że samolot cztery razy podchodził do lądowania, gdyż za każdym razem Rosjanie odmawiali zgody na lądowanie, wysyłając maszynę z prezydentem na lotniska do Mińska lub Moskwy. Mieli podawać przy tym wątpliwe powody, a to że mgła nad lotniskiem, a to że system nawigacji nie działa, bo jest w remoncie, a to że za krótki pas do lądowania samolot za ciężki itp (...) Druga wersja mówi, że wieża podała błędne koordynaty pilotom i ci już nie zdążyli podnieść samolotu i zahaczyli o drzewa”.
W podobnym tonie wypowiada się wielu internautów, podejrzliwość wywołało to, że Rosjanie „dobrali się do czarnych skrzynek” (znając doskonale technologię Tupolewa, mogli je spreparować).
Mówiło się też o tym, że urządzenia na lotnisku w Smoleńsku mogły być niesprawne. W Internecie pojawiły się zdjęcia zrobione kilka godzin po katastrofie, na których żołnierze wymieniają niedziałające żarówki w lampach naprowadzających.

„Rosjanie mnie odciągnęli. Wpadłem w błoto. Pytali, kim jestem. Zażądali kasety” – relacjonuje z kolei Sławomir Wiśniewski, montażysta z TVP, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. Te słowa budują atmosferę grozy – w końcu rosyjska Federalna Służba Ochrony na miejscu tragedii była szybciej niż Polak, choć ten przybiegł z położonego blisko hotelu. Internauci znają powód: próbowano coś zatuszować.

Najszerszym echem odbiją się jednak słowa Wiśniewskiego (który widział miejsce katastrofy lotniczej na Kabatach) z wywiadu dla TVP Info: „To jednak nie był taki widok jak po zwykłym wypadku lotniczym”. Jeśli nie był zwykły, to znaczy, że był niezwykły, niewiarygodny, niewytłumaczalny, a stąd już tylko mały logiczny krok do tego, by dostrzec w tym misternie obmyślony plan. To, co powiedział montażysta, tropiciele spisku wykorzystają do naturalnej w tych warunkach racjonalizacji – wymyślą kolejne wersje wydarzeń, porządkując sobie świat.

Nieoczekiwane zeznania naocznych świadków.

Rosyjski lekarz: Po uderzeniu w brzózkę samolot dalej leciał prosto. Nic nie odpadło

Nikołaj Bodin, lekarz pogotowia ratunkowego, ma działkę obok garaży przylegających do lotniska Siewiernyj. Jak wynika z jego zeznań, z którymi zapoznali się nasi rozmówcy, w sobotę rano przyjechał na działkę "z zamiarem rozpoczęcia kopania ziemi”. Około 10.00 zebrał się, by wracać do domu. Poszedł do zaparkowanego przy furtce samochodu.

– Panowała gęsta mgła, a widoczność wynosiła w linii prostej około 30 m, zauważyłem, że korony drzew znajdowały się we mgle – zeznał Bodin. Miał właśnie usiąść w samochodzie, gdy usłyszał w górze szum lecącego samolotu. Jak można przeczytać w zeznaniach, Bodin zobaczył nisko lecący samolot, w linii równoległej do ziemi, na wysokości mniejszej niż 10 m. Maszyna podążała ze wschodu na zachód w kierunku lotniska. – Po raz pierwszy zobaczyłem tak bardzo nisko lecący samolot. Ponieważ przelatując nade mną samolot włączył forsowanie silnika, strumień powietrza wychodzący z turbiny powalił mnie na ziemię obok mego samochodu, a dokładnie na plecy, twarzą do góry. Rękami trzymałem się za przednie koło mojego samochodu, bo fala powietrza mnie unosiła. Następnie zobaczyłem, jak ten samolot, według mnie, lewym skrzydłem zahaczył o pień drzewa, brzozy. Ta brzoza rośnie na niewielkim wzniesieniu i miała wysokość ok. 15 m. Skrzydło zahaczyło na wysokości około 7–8 m, na skutek uderzenia ułamana część drzewa spadła w kierunku północnym – zeznał Bodin.

Dalsza część protokołu przesłuchania świadka jest najbardziej frapująca. – W momencie zderzenia z drzewem nie zauważyłem, aby na skutek tego zahaczenia o drzewo odpadły jakiekolwiek części samolotu. Po uderzeniu w drzewo samolot kontynuował lot w kierunku zachodnim, przy czym w linii prostej i idąc na obniżenie lotu. Zeznania Nikołaja Bodina odbiegają od ustaleń zaprezentowanych we wstępnym raporcie MAK, z których wynika, że po uderzeniu w drzewo od skrzydła odpadła parometrowa część, co spowodowało, że tupolew zboczył z kursu, wykonał półbeczkę i zderzył się z ziemią.

Lekarz pobiegł natychmiast, jak zeznał, za znikającym we mgle samolotem. Za asfaltową drogą przy garażach zobaczył wiszące na drzewie skrzydło samolotu. Skrzydło miało wymalowany biało-czerwony znak. Spostrzegł też przerwane przewody. Obok drzewa stał już mężczyzna w skórzanej kurtce i robił zdjęcia ze swego telefonu komórkowego. Bodin pobiegł dalej. Wkrótce zobaczył przewrócony, zniekształcony kadłub samolotu. Nie widział płomieni. – Nie zbliżałem się do wraku, bo zrozumiałem, że nie było tam nikogo, komu by można było udzielić pierwszej pomocy – zeznał.

Dozorca: Powstał silny, oślepiający błysk

Anatolij Żujew jest z zawodu dozorcą. Około 10.35–10.40 przyszedł do swojego garażu przy lotnisku Siewiernyj. Po 5–10 minutach usłyszał szum silników samolotu. Ponieważ zalegała gęsta mgła, nie widział maszyny. Nagle – jak zeznał – ryknęły silniki i w odległości 150 m Żujew zobaczył sylwetkę samolotu. Leciał na wysokości 10 m, ale próbował wzbijać się, bo był nachylony do góry pod kątem 40 stopni do horyzontu. – Po tym, jak samolot wyłonił się na chwilę z mgły, to był to moment, kiedy zaryczały silniki, powstał silny oślepiający błysk. Po tym błysku obserwowałem samolot przez 1–2 sekundy, próbował nabrać wysokości – zeznał Żujew.

O jaki oślepiający błysk chodzi, nie wiadomo. Prokuratora rosyjskiego nie zdziwiło to stwierdzenie i nie uznał za stosowne podrążyć, co Żujew miał na myśli.

Z dalszych zeznań świadka wynika, że stracił maszynę z oczu, kiedy wzbiła się nad szosą przelotową (to za tą szosą, a przed murem lotniska Siewiernyj rozbił się polski tupolew). W tym samym momencie zamilkł odgłos silników.

– Nie usłyszałem wybuchu ani też jakiegoś trzasku, po prostu warkot silników zamilkł i zapanowała cisza – zeznał Żujew. Po chwili poszedł w kierunku lotu samolotu. 30 m przed szosą zobaczył fragment skrzydła, w pobliżu kilka innych części samolotu. Milicjant Siergiej Iwaszkin patrolował okolice lotniska Siewiernyj. – Około 10.45 usłyszałem samolot, a po odgłosie pracy jego silników zrozumiałem, że próbuje wylądować – zeznał. Potem usłyszał huk. Gdy następnie pojawił się w rejonie katastrofy, zobaczył "obłamane pnie drzew idące w kierunku lotniska” (a więc w kierunku zachodnim, inaczej niż ułamana brzózka). Warto przypomnieć, że większość drzew, które rosły na trasie ostatnich kilkuset metrów lotu polskiego tupolewa, została wycięta – pod pretekstem niwelowania pasa podchodzenia do lotniska.

Zródła: Nasz Dziennik, Polityka, mojeopinie.pl, Gazeta Polska

Postanowiłem nie komentować, żadnej z tych teorii - ocenę jak zawsze pozostawiam czytelnikom.

środa, 26 stycznia 2011

Katastrofa w Smoleńsku - cz. 4 wieża i rozmowy

Tak wygląda wieża kontrolna na lotnisku w Smoleńsku ! Tak tak to nie jest wizerunek wieży do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Bardziej przypomina jakiś opuszczony przed laty sklep GS niż miejsce pracy kontrolerów kierujących ruchem samolotów.

W tym wpisie pragnę przedstawić zapis rozmów między kontrolerami a centrum kierowania lotami w Moskwie, regionalnym centrum kierowania lotami w Twerze oraz na koniec zapis rozmów między kontrolerami z wieży w Smoleńsku a pilotami polskiego samolotu TU-154M o oznaczeniu PLF101. Aby ułatwić czytanie zapis przetłumaczony jest na język Polski - jak zawszę proponuje aby każdy sam wyciągnął wnioski po przeczytaniu tego materiału;

I część to przetłumaczone rozmowy telefoniczne z wieży.
II część - to rozmowy zarejestrowane przez otwarty mikrofon.

Czas miejscowy, dwie godziny różnicy w stosunku do czasu polskiego.

ppłk Paweł Plusnin - dowódca grupy kierowania lotami, odpowiadał za sprowadzenie tupolewa

płk Nikołaj Krasnokutski - zastępca dowódcy grupy kierowania lotami, były dowódca stacjonującego w Smoleńsku pułku transportowego

Sypko - osoba z regionalnego centrum kierowania lotami w Twerze

OD - osoba z centrum kierowania lotami w Moskwie

D - dyspozytor na lotnisku w Smoleńsku

Rozmowy telefoniczne na stanowisku kierowania lotów w Smoleńsku.

09.20.00 Krasnokutski: Znaczy zgodnie z planem, teraz wylądował Jak-40 z delegacją i dziennikarzami. A teraz nasz Ił-76, Frołowa, na podejściu. Tam będą samochody dla prezydenta. A o 10.30 lądowanie głównego prezydenta.

09.20.21 Sypko: Aha.

09:20:22 Krasnokutski: A dalej są tu obchody, które oni organizują i wstępnie planują o 17.30 wylot głównego prezydenta, a o 17.45 wylatuje Jak-40 i po nim, moim zdaniem, o 21 odlatuje Ił-76.

09.20.40 Sypko: A ten Jak-40 to nasz czy Polacy?

09.20.41 Krasnokutski: Polacy, Polacy.

Potem rozmowa dotyczy tego, czy na lotnisku jest odpowiednia ilość trapów. Krasnokutski mówi, że tak, i stwierdza, że ok. 21 wszystko się skończy.

09.21.03 Sypko: A co mówisz, że siadła mgła?

09.21.05 Krasnokutski: Lądował o 8.50, ale teraz widoczność już się poprawia. Nikt mgły nie zapowiadał. Rano było w porządku, teraz dopiero o 9 się jakoś zaciągnęło, widoczność ok. 1200. Ale dobrze podszedł. Myślę, że ma tam jakiś sprzęt, niezły samolot i w ogóle dobrze podeszli. Myślałem, żeby [odesłać ich] na drugi krąg. Myślę, że o 10.30 temperatura podwyższy się, w każdym razie gorzej niż 1500 nie powinno być.

Potem rozmawiają o własnych sprawach i o tym, żeby wieczorem Ił-76 zabrał cały przywieziony sprzęt.

09.39.55 Krasnokutski dzwoni do oficera operacyjnego w centrum kontroli lotów, prawdopodobnie w Moskwie: - Smoleńsk zasłoniło.

09.39.59 OD: Przyczyna?

09.40.00 Krasnokutski: Mgła.

09.40.02 OD: Na długo?

09.40.03 Krasnokutski: Nie wiem, na razie nie jestem gotowy, w prognozie jej nie było. W ciągu 20 min wszystko zasłoniło. Teraz Frołowa wysyłamy na zapasowe [lotnisko] w Twerze.

Chwilę rozmawiają o tym.

09.40.29 Krasnokutski: Według moich danych polski Tu wylatuje, ale nie melduje się nam. Sami lecą. Trzeba im przekazać, że nas zakryło.

09.40.38 OD: Zaraz podpowiem w głównym centrum i wyjaśnię, o co chodzi.

09.40.39 Krasnokutski: Powiedzcie, tak, bo w prognozie nie było. Skąd się wzięła ta mgła? Widoczność wynosi teraz 400 m maksimum.

Rozmowa o pogodzie i o tym, że polski Tu wyleciał z Warszawy o 9.27.

09.41.06 Krasnokutski: Trzeba szukać mu lotniska zapasowego. Może Wnukowo [lotnisko w Moskwie] albo coś innego.

09.41.11 OD: Oczywiście Wnukowo.

09.41.12 Krasnokutski: Kontrolne podejście to on zrobi, bez wątpienia, do swego minimum, ale u nas nie ma nawet minimum... nic nie ma.

09.41.18 OD: Zrozumiałem, ale to poniżej minimum lotniska.

09.41.21 Krasnokutski: Mam na myśli, do jakiej wysokości będziemy go zniżać, do jakiej wysokości.

09.41.25 OD: Tam jest dobre minimum lotniska cywilnego.

Uzgadniają, że samolot nie powinien schodzić poniżej 100 m. Potem Krasnokutski pyta, czy po odejściu na drugi krąg wysyłać Tu na Wnukowo, a OD odpowiada, że tak.

09.54.00 Plusnin: Trzeba wyjść na główne centrum, żeby głównemu Polakowi przekazali, żeby był gotów na odejście na lotnisko zapasowe. Dowiedzieć się, ile ma paliwa, dlatego że po rosyjsku praktycznie nic nie rozumie.

Rozmówca potwierdza, że centrum wie, że w Smoleńsku nie ma pogody i podejmie jakąś decyzję.

10.17.41 Plusnin: Potrzebna mi informacja, dokąd on idzie. Na Wnukowo czy gdzie? Gdzie on teraz?

10.17.41 OD: Albo na Wnukowo, albo do Tweru. Twer będzie główny.

Potem wyjaśnia się, że OD ma na myśli Iła-76, a Plusnin - polski samolot. Zapada decyzja, że polski samolot ma zostać odesłany na lotnisko Wnukowo, bo w Twerze nie ma izby celnej. Plusnin pyta, czy nie lepiej odesłać polski samolot do Mińska, i prosi OD, żeby zadzwonił do centrum MSW, czy mają czekać tu ("wisieć w powietrzu") lecieć do Mińska czy do Moskwy.

10.31.18 Plusnin: A jakie jest lotnisko zapasowe?

10.31.20 D: Witebsk, Mińsk. Na razie uzgadniamy ze strefą.

10.31.23 Plusnin: Anatoliju Iwanowiczu, pospieszcie się, on już jest na kręgu, trzeba go będzie gdzieś skierować, a tak będzie u nas latać, kurczę.

10.31.27 D: Dobrze, dobrze, dobrze.

"Zrobiło się jeszcze gorzej. On nie wyląduje"
Ostatni fragment nagrania z mikrofonu w wieży kontrolnej
10.36.50 Krasnokutski: Olegu Nikołajewiczu, na czwartym kręgu kontrolne podejście i potem odejście w strefę mińską albo Witebsk, albo Mińsk, tam mu określą lotnisko zapasowe.

10.37.23 101 [Tu-154]: Wypełniamy czwarty krąg, polski 101.

10.37.32 Krasnokutski: Zrobiło się jeszcze gorzej.

10.37.35 Krasnokutski: On nie wyląduje.

10.37.42 Krasnokutski: Najważniejsze to daj jemu na drugi krąg, znaczy drugi krąg i wszystko, a potem niech sam podejmuje decyzję...

10.38.17 Krasnokutski: Pojawił się, jest kurs zniżania.

10.38.26 Krasnokutski: Nie, nie dobrze, dobrze.

10.38.51 Krasnokutski: Waleriju Iwanowiczu [do dyspozytora], odległość 12... nie, nie widać 200 metrów, jak ma lądować.

10.39.37 Odpowiedzialny za stan pasa: Pas wolny.

10.39.40 Plusnin: Lądowanie warunkowo, 120, 3 metry.

10.39.50 Szef strefy lądowania: Podchodzicie do dalszej radiolatarni, jesteście na kursie, ścieżce, odległość 6 [km].

10.40.02 Przypis: w samolocie pojawia się pierwsze ostrzeżenie systemu TAWS: TERRAIN AHEAD !!!

10.40.27 Szef strefy lotów: 3 [odległość 3 km, na kursie i ścieżce].

10.40.28 Krasnokutski: Włącz światła.

10.40.31 Plusnin: Światła włączcie.

10.40.34 101: Włączone.

10.40.39: Szef strefy lotów: 2, na kursie i ścieżce.

10.40.41 Przypis: w samolocie pojawia się pierwszy raz krytyczne ostrzeżenie systemu TAWS: PULL UP !!! i od tego momentu jest powtarzane cały czas co 2 - 3 sek

10.40.45 Przypis: Piloci podejmują decyzję o odejściu na drugi krąg

10.40.50 Plusnin: Nieczytelne.

10.40.51 Przypis: Ostatnia komenda w samolocie Nawigator podaje wysokość: dwadzieścia

10.40.53 Szef strefy lotów: Horyzont, 101.

Przypis: Komenda Horyzont oznacza, że kontroler stwierdził że jednak coś jest "nie tak" i nakazał pilotom lecieć poziomo (przerwać odpadanie)

10.40.55 Plusnin: Kontrola wysokości, horyzont.

10.40.59 Plusnin: Ile trzeba czekać?

10.41.02 Plusnin: Odejście na drugi krąg.

10.41.07 Plusnin: Odejście na drugi krąg.

10.41.09 Plusnin: Gdzie on jest?

10.41.11 Plusnin: Odejście na drugi krąg?

10.41.14 Plusnin: K..., gdzie on jest?

10.41.18 Plusnin: [Wywołuje polski samolot] 101.

10.41.20 Plusnin: K..., twoja maaaaać! [panika!]

10.41.21 Krasnokutski: W mordę j..., k...

10.41.24 Plusnin: Odejście na drugi krąg, 101.

10.41.27 Krasnokutski: Moim zdaniem, k...

10.41.31 Plusnin: K...!

10.41.34 Plusnin: 101.

10.41.38 Krasnokutski: K...!

10.41.44 Plusnin: 101.

10.41.48 Krasnokutski: Dawajcie tam staż pożarną, k...!

10.42.30 Plusnin: PLF, 101.

10.42.38 Anonim: Sprawdź, czy doleciał do bliższej radiolatarni, gdzie jest.

10.42.42 Anonim: Latarnię przeszedł, tak?

10.42.45 Anonim: Wszystko, przeszedł bliższą latarnię, bardziej na lewo... gdzieś koło drogi, tam.

10.42.48 Plusnin: PLF, 101.

10.42.49 Judin: Spadł za bliższą, na lewo od drogi.

10.42.56 Anonim: Zaczął odchodzić na drugi krąg, a potem zniknął.

10.43.03 Plusnin: K...!


Zródło: Gazeta Wyborcza / Pełny zapis rozmów kontrolerów


Moim subiektywnym zdaniem bałagan jaki panował na wieży kontrolnej nie miał tak wielkiego wpływu na wydarzenia jak próbuje to przedstawić polska komisja badająca przyczyny tej katastrofy. Kontrolerzy pracowali w złych warunkach pogodowych, na przestarzałym niedokładnym sprzęcie i tak na prawdę aby jako tako znać położenie samolotu powinni otrzymywać potwierdzenie wysokości ze strony polskiej załogi. Tak jednak nie było więc kontrolerzy znali jedynie odległość w jakiej znajduje się samolot.
DUŻYM jednak błędem ze strony Rosyjskiej komisji MAK było nie zamieszczenie tego wątku w swoim raporcie końcowym. Odebrane to zostało przez społeczność międzynarodową i polską stronę jako próba wybielenia własnej części odpowiedzialności za tą tragedię.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Katastrofa w Smoleńsku - cz. 3 psychologia

Nikt nie ma pewności co działo się w głowach pilotów Tupolewa. Nigdy nie dowiemy się do końca dlaczego dowódca samolotu podjął takie a nie inne decyzje. Chodź wiemy, o dużej presji na pilotów to jednak nie pojawiają się żadne rozkazy i słowa zmuszające ich do podjęcia nadmiernego ryzyka. Dlatego moim zdaniem najważniejszym czynnikiem, który odegrał wielką rolę w czasie feralnego podejścia do lądowania była nazwijmy ją ogólne całą sfera psychologiczna. W ostatniej części opisującej tragedię smoleńską autor przybliża trochę atmosferę jaka panowała w samolocie oraz wyjaśnia dlaczego tak na prawdę piloci TU-154M nie reagowali na krytyczne ostrzeżenia systemu.

Cała katastrofa jest zlepkiem wielu czynników, które miały na nią wpływ i prawie jak to zawsze bywa w podobnych sytuacjach dopiero wystąpienie kilku czynników na raz doprowadza do sytuacji niebezpiecznej. Niestety w tym konkretnym przypadku wszystkie czynniki doprowadziły na końcu do tej straszliwej tragedii i śmierci tak wielu znanych i zacnych osób. Poniższe informacje dopełniają całkowity obraz jaki wyłania się z danych, które udało się zebrać do tej pory. Oczywiście nie znamy jeszcze wszystkich danych, dowodów i informacji, które dały by nam całkowitą pewność ... ale moim osobistym zdaniem wyniki śledztwa prowadzonego przez polską prokuraturę oraz informacje zawarte w raporcie polskiej komisji, nie powinny znacząco odbiegać od faktów i wniosków przedstawionych w tym artykule;

Prezydent niestety nie podjął decyzji

Oceny stanu psychoemocjonalnego dowódcy statku powietrznego dokonała wspólna polsko-rosyjska grupa ekspertów. Analizę cech indywidualno-osobowościowych dowódcy statku powietrznego przeprowadzono na podstawie materiałów badań psychologicznych, dostarczonych przez stronę polską.
Eksperci przeprowadzili również psychologiczno - lingwistyczną analizę rozmów, zarejestrowanych przez pokładowy rejestrator głosu.
W ocenie ekspertów, w szczególności, podkreśla się, że wskaźniki testów psychologicznych
świadczą o przewadze konformizmu (ustępliwości, uległości) w cechach charakteru dowódcy statku powietrznego. Konformizm to podatność człowieka na realny nacisk grupy. Przejawia się w zmianie jego zachowania i postanowień zgodnie z niepodzielaną pierwotnie przez niego pozycją. Dopiero w 2006 roku zostaje dowódcą statku powietrznego na Jak-40, a od 2008 roku - dowódcą statku powietrznego na Tu-154M, jednakże będąc już dowódcą statku powietrznego nadal wykonuje loty jako drugi pilot. Dlatego też kształtowania psychologicznych nawyków zachowania i roli dowódcy statku powietrznego praktycznie nie było. Rola pilota - pomocnika obniża poziom odpowiedzialności za lot i nie kształtuje nawyków samodzielnego podejmowania decyzji w sytuacji krytycznej. Każde „przetrzymywanie” przyszłych dowódców statków powietrznych w rolach drugoplanowych - szkodzi procesowi kształtowania się ważnych z zawodowego punktu widzenia cech osobowościowych i przywódczych.
W ciągu ostatnich 25 minut lotu (od chwili otrzymania przez załogę informacji o panujących na lotnisku lądowania warunkach meteorologicznych) dowódca statku powietrznego wskutek zmienności faktycznej sytuacji na pokładzie ciągle poddawany był narastającemu naciskowi psychicznemu, wewnętrznie przejawiające się w walce motywów - wylądować „za wszelką cenę” (wbrew przepisom bezpieczeństwa lotów), albo odlecieć na lotnisko zapasowe.
"W procesie kształtowania się i rozwoju sytuacji awaryjnej u dowódcy statku powietrznego z powodu nieokreśloności i zmienności rzeczywistych warunków lotu, oraz z powodu konformizmu (ustępliwości, podporządkowania) jego zachowania, miał miejsce stopniowy wzrost napięcia psycho-emocjonalnego z zawężeniem uwagi, fragmentacją i deformacją sposobu postrzegania rzeczywistej sytuacji w locie, co ostatecznie zdeterminowało rezultat lotu." Nieuczestniczenie Dowódcy SP Rzeczpospolitej Polskiej w rozwiązaniu powstałej skrajnie niebezpiecznej sytuacji wpłynęło na podjęcie decyzji przez dowódcę statku powietrznego o zniżeniu poniżej wysokości podjęcia decyzji bez nawiązania kontaktu z obiektami naziemnymi. Dowódca statku powietrznego znajdował się w niełatwej sytuacji psychicznej. Z jednej strony wyraźnie rozumiał, że lądowanie w takich warunkach nie jest bezpieczne (o czym świadczy jego pierwotna decyzja o odejściu na drugi krąg z wysokości 100 m), z drugiej strony, istniała silna motywacja do wykonania lądowania właśnie na tym lotnisku. Taka sytuacja, mówiąc językiem psychologii lotniczej nazywa się „starciem” (walką) motywów. W takim stanie zawęża się pole uwagi i wzrasta prawdopodobieństwo podjęcia nieadekwatnych decyzji. Na szali pojawiła się również perspektywa awansu za wykonanie trudnego zadania lub kłopotów w przypadku zawodu jaki mógł sprawić odlot na lotnisko zapasowe. Ciągła obecność w kabinie załogi w czasie podejścia, ważnych osób postronnych, bezwarunkowo, zwiększała napięcie i odrywała załogę od wykonywania przez nią swoich obowiązków. Zarejestrowane na magnetofonie pokładowym wypowiedzi (o 10:30:33 Dyrektor protokołu: „Na razie nie ma decyzji Prezydenta, co dalej robić” i o 10:38:00 nawigator „On wścieknie się….”) świadczą, że dowódca statku powietrznego znajdował się w trudnej sytuacji psychicznej. Jest oczywiste, iż w przypadku nieudanego podejścia do lądowania i odejścia na lotnisko zapasowe dowódca statku powietrznego oczekiwał negatywnej reakcji Głównego pasażera, podobnej do tej z lotu do Gruzji.

Zarówno Pierwszy Pasażer jak i Dowódca Sił Powietrznych Rzeczpospolitej Polskiej znali szczegółowo warunki atmosferyczne, a mimo to nie zażądali od załogi odejścia na lotnisko zapasowe. Uchylili się od konkretnego rozwiązania sytuacji szczególnej w locie, tym samym wzmocniwszy motyw konieczności wykonania zadania - obowiązkowe lądowanie na nakazanym lotnisku. Chodź słowa i rozkazy bezpośrednio nie padły to było to de facto gorsze niż zabranie zdecydowanego stanowiska.

Dlaczego załoga nie reagowała na ostrzeżenie przed katastrofą? 
 
Ostrzeżenie „Terrain ahead” oraz „Pull up”, które u pilotów cywilnych maszyn oznacza tylko jedno: maksymalny ciąg na silniki, wyrównanie skrzydeł i chowanie hamulców aerodynamicznych i w chwilę później odejście na drugi krąg. Komunikaty te są bardzo wyraźne i głośne, nie można ich nie usłyszeć i NIGDY nie powinno się ich zignorować ! Jednak tym razem było inaczej ...
Z raportu MAK wynika, że system TAWS na pokładzie prezydenckiego Tu-154M był sprawny. Dlaczego więc piloci polskiego tupolewa lądowali mimo tak wyraźnych ostrzeżeń ? Jak się okazuje, robili to nie po raz pierwszy więc nie była to dla nich sytuacja nadzwyczajna.
Z dokumentów, do których dotarły „Wiadomości” wynika, że ostrzeżenia przed zderzeniem polskiego „Air Force One” z ziemią system TAWS wysyłał także podczas wcześniejszych lotów. Na przykład w Ameryce Południowej czy w Afganistanie.
Ekspertów to nie dziwi: ostrzeżenie pojawia się, gdy samolot nieprawidłowo podchodzi do lądowania. Na lotnisku „niezamapowanym”, czyli takim, którego TAWS nie ma w swojej pamięci, wtedy włącza się zawsze. Tak niestety było również w Smoleńsku.
– Jeżeli tego lotniska w bazie danych nie ma, wówczas jest to równoznaczne z lądowaniem (…) w szczerym polu – przyznaje Grzegorz Sobczak ze „Skrzydlatej Polski”.
Dowódca tragicznego lotu musiał więc ignorować TAWS, bo taka była przyjęta praktyka. Potwierdzeniem może być kolejny dokument, do którego dotarły „Wiadomości”. To protokół przesłuchania jednego z pilotów 36. specpułku po katastrofie z 10 kwietnia 2010 r.
„Lądowałem na lotnisku w Smoleńsku. Było to w 2008 roku i kapitan Protasiuk był II pilotem. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie dokładnie tego lotu, ale wydaje mi się, że wtedy również przy lądowaniu zadziałał TAWS” – czytamy w protokole.
– Oni byli przygotowani na to, wiedzieli o tym, że TAWS w pewnym momencie zareaguje, bo będzie to potwierdzeniem, że zbliżają się do ziemi – tłumaczy Marek Sariusz-Wolski z „Polski Zbrojnej”.
Mimo ostrzeżeń TAWS, naprowadzani przez kontrolerów z wieży piloci mieli prawo czuć się w miarę bezpiecznie – po prostu chcieli wylądować. Tm bardziej, że od 20 lat, kiedy wprowadzono system TAWS do użytku, tylko jeden z samolotów, na którym go zainstalowano, rozbił się podchodząc do lądowania - ten fakt dodawał im pewności siebie.

"Przenośny" ILS najprawdopodobniej uchroniłby samolot przed katastrofą !

Prawdą również jest, że Rosjanie dysponowali "przenośnym/przewoźnym" systemem ILS, który gdyby był zamatowany w tym czasie znacznie zwiększył by szanse polskiego Tupolewa na prawidłowe wykonanie lądowania, gdyż jest to system dość precyzyjny i znacząco ułatwia lądowanie w trudnych warunkach atmosferycznych. Załoga znałaby dokładne położenie pasa startowego i jego osi (LOC) oraz wiedziała by dokładnie na jakiej wysokości powinna się znajdować w czasie podejścia (G/A). Piloci mogliby schodzić dokładnie po tzw. ścieżce co doprowadziło by ich nawet "w ciemno" do progu pasa. Dodatkowo przy ILS'ie zadziałał by automatyczny pilot, który w sytuacji krytycznej zareagowałby prawidłowo i samolot odszedłby na drugi krąg.
System taki prawdopodobnie znajdował się w Smoleńsku, gdyż był używany w czasie oficjalnej wizyty państwowej, gdy na lotnisku kilka dni wcześniej lądowały samoloty z premierem Tuskiem i premierem Putinem. Wystarczyłaby odrobina dobrej woli ... i zamontowanie takiego właśnie systemu w dniu 10 Kwietnia.

Śmierć nastąpiła błyskawicznie

Sądząc z charakteru obrażeń głowy, klatki piersiowej i kręgosłupa na ciała członków załogi w krótkim odcinku czasu oddziaływało udarowe przeciążenie hamujące rzędu 100 i więcej jednostek, w wyniku czego powstały informatywne obrażenia pierwotne, pozwalające sądzić o pozycji i możliwych czynnościach roboczych załogi w chwili zderzenia samolotu ziemią. Uwaga: Zgodnie z Instrukcją badań medycznych zdarzeń lotniczych, analiza charakteru obrażeń traumatycznych, odniesionych przez członków załogi, z uwzględnieniem właściwości biomechanicznych tkanek organizmu ludzkiego (np. kości nosa wytrzymują przeciążenie do 30 jednostek, dolna szczęka – do 40 jednostek, kości policzkowe do – 50 jednostek, obszar zębów – do 100 jednostek, obszar czoła – do 200 jednostek) pozwalają ustalić przybliżoną wielkość przeciążenia hamującego w momencie zderzenia samolotu z przeszkodami.
Badania medyczno - trasseologiczne wykazały, że w chwili rozpadu konstrukcji samolotu, w locie odwróconym, na znajdujących się na pokładzie ludzi działały przeciążenia o wartości przekraczającej 100g. Według rezultatów ekspertyz sądowo - medycznych, śmierć tych osób, znajdujących się na pokładzie, nastąpiła błyskawicznie, w chwili zderzenia samolotu z powierzchnią ziemi, wielokrotnych wyniku licznych, mechanicznych uszkodzeń ciała, niemożliwych do przeżycia, odniesionych w wyniku działania pozagranicznych udarowych przeciążeń hamowania i ulegających niszczeniu elementów statku powietrznego.

Przypis: 100 jednostek to oznacza 100G czyli 100x przyspieszenie ziemskie. Jest to olbrzymie przeciążenie - aby to sobie uzmysłowić należy przyjąć, że coś co waży 10 kg przy takim przeciążeniu osiąga chwilową "masę" równą 1 tonie !

Zródło (cd): artykuł autorstwa Jozefiny Bakier / NieNależna.pl
(Akapit o systemie ILS nie pochodzi z powyższego artykułu)


Niestety w czasie podjęcia krytycznej decyzji i próby odejścia na drugi krąg samolot PLF101 TU-154M znajdował się już zbyt nisko i na lewo od osi pasa. Uderzył skrzydłem o drzewo prawdopodobnie tracąc częściowo siłę nośną na lewym skrzydle. Obracając się wzdłuż podłużnej osi samolotu zahaczył lewym skrzydłem o ziemie a następnie uderzył w ziemie prawie będąc w pozycji "do góry nogami" i to niestety spowodowało tak olbrzymie uszkodzenia samolotu, który nie ma praktycznie żadnych wzmocnień w tym miejscu. Niestety praktycznie całkowicie zniweczyło to szanse na uratowanie się kogokolwiek z tej katastrofy. Przy podobnym uderzeniu w pozycji jak przy lądowaniu i upadku na spód samolotu, szanse na przeżycie tej tragedii byłyby znacznie większe - ale niestety ślepy los chciał inaczej.

CZEŚĆ I CHWAŁA PAMIĘCI WSZYSTKICH OFIAR TEJ KATASTROFY [*]

Czytelnik ma teraz już całkowity obraz sytuacji z 10-tego Kwietnia 2010 roku i na jej podstawie, może wysnuć własne wnioski o przyczynach tej tragedii !

Gdyby lot był lepiej przygotowany ... gdyby przestrzegano wszystkich przepisów bezpieczeństwa ... gdyby to lotnisko nie było w tak opłakanym stanie ... gdyby nie ta cholerna gęsta mgła ... gdyby kontrolerzy rosyjscy mieli lepszy sprzęt ... gdyby tylko był tam ILS ... gdyby na pilotach nie było takiej presji ... gdyby mieli większe doświadczenie i swobodny dostęp do treningowych lotów na symulatorze ... gdyby nie ignorowano krytycznych komunikatów systemu TAWS ... gdyby nie to drzewo ... gdyby byli 2 - 3 metry wyżej ... gdyby mieli po prostu trochę więcej szczęścia ... gdyby ........ gdyby ................ gdyby ........................

niedziela, 23 stycznia 2011

Katastrofa w Smoleńsku - cz. 2 przepisy i ich łamanie

Jak wszyscy wiemy w chwili obecnej konflikt między ugrupowaniami politycznymi zaostrza się. "Wszyscy wiedzą lepiej" co wydarzyło się w Smoleńsku w czasie podejścia do lądowania naszego TU-154M ! Do naszego wewnętrznego wzajemnego obrzucania się "błotem" i czasem nawet wyzwiskami doszły głosy, że to Rosjanie są wszystkiemu winni ! Próba przerzucania większości odpowiedzialności na Rosjan delikatnie mówiąc mija się z prawdą i jedynie ośmiesza tych polityków, którzy rzucają takie oskarżenia ! Do tego dochodzi wątek zamachu, który chodź nieprawdopodobny teoretycznie jest możliwy. Wygenerowanie "sztucznej mgły" nie dałoby nic jeśli nasi piloci przerwaliby podejście i odlecieli na lotnisko zapasowe. Teoretycznie istnieje jednak możliwość zakłócania pracy większości systemów pokładowych samolotu (wspominam o tym jedynie aby zachować obiektywność).

W rzeczywistości jednak to nie politycy siedzieli za sterami Tupolewa i to nie oni złamali prawie wszystkie przepisy dotyczące bezpieczeństwa w ruchu lotniczym. Olbrzymie błędy zostały popełnione już przed wylotem samolotu z Warszawy (brak rosyjskiego lidera, prawdopodobny brak dokładnych/aktualnych map lotniska i podejścia, prawdopodobny brak wyznaczonego lotniska zapasowego itd). Niestety gorzką prawdą jest, że piloci TU-154M nie zachowali się jak dowódca samolotu lecącego do Gruzji w 2008 roku i prawdopodobnie jednak będąc pod dużą presją, podjęli próbę podejścia do lądowania ... jak to się odbyło i jakie przepisy złamali warto poczytać w dalszej części cytowanego poniżej artykułu:


Dokument pt:„Zbiór Informacji Aeronawigacyjnych Federacji Rosyjskiej i Wspólnoty Niepodległych Państw”(AIP FR):

Zgodnie z podpunktem c) punktu 1 rozdziału AD 1.1-1 tego dokumentu (AIP FR):
„Dowódcy zagranicznych statków powietrznych, wykonujący loty do Rosji podejmują samodzielnie decyzję o możliwości startu z lotniska i lądowania na lotnisku docelowym, z przyjęciem na siebie pełnej odpowiedzialności za podjętą decyzję”.
13 marca 2010 roku, „w celu właściwego przygotowania i zabezpieczenia rejsów specjalnych” samolotów z Rzeczpospolitej Polskiej, dowództwom jednostek wojskowych 21350 i 06755 były wydane wskazówki (telegram Nr 134/3/11/102/2), aby uwzględniać wymagania wymienionego wyżej punktu AIP przy wykonywaniu obsługi ruchu powietrznego. Zgodnie z dokonanymi wypisami z dzienników przygotowania do lotów członków Grupy Kierowania Lotami, dany temat wchodził w skład zasadniczych czynności i zadań do samodzielnego przygotowania, w ramach przygotowań do kierowania lotami w dniach 7 i 10 kwietnia.


Na podstawie zapisów Zbioru informacji aeronawigacyjnej Federacji Rosyjskiej i Wspólnoty Niepodległych Państw (AIP RF), określających sposób organizacji ruchu powietrznego i lotów międzynarodowych wszystkich rodzajów lotnictwa nad terytorium Federacji Rosyjskiej, a także zgodnie z zamówieniem na lot, przekazanym przez Ambasadę Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej do Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej, rejs PLF 101 był międzynarodowym, nieregularnym (jednorazowym) lotem w celu przewozu pasażerów samolotem lotnictwa państwowego Rzeczpospolitej Polskiej na lotnisko Smoleńsk „Północny”, nie otwarte dla lotów międzynarodowych. Lot był wykonywany na podstawie zezwolenia MSZ FR nr 176 CD/10 z dnia 9 kwietnia 2010 roku.
Możliwość wykonania nieregularnego (jednorazowego) lotu statkiem powietrznym lotnictwa państwowego obcego państwa na lotnisko Federacji Rosyjskiej, nieotwarte dla lotów międzynarodowych, w sposób jawny omówiona jest w AIP FR. Wychodząc ze statusu rejsu PLF 101, do jego wykonania i zabezpieczenia zostały przyjęte zapisy AIP FR w części jego dotyczącej.

Zgodnie z punktem 3.10 GEN 1-2.9 AIP FR loty zagranicznych statków powietrznych na lotniska nieotwarte dla lotów międzynarodowych, powinny odbywać się z asystą (liderowaniem). W zapotrzebowaniu na lot, zgłoszonym przez Ambasadę Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej, zawarta była prośba o zapewnienie nawigatora (lidera). Następnie strona polska z lidera zrezygnowała.
Załoga nie dysponowała pełnymi aeronawigacyjnymi i innymi danymi lotniska Smoleńsk „Północny” w czasie przygotowania do lotu. Komisji (MAK) przedstawiono nieaktualne dane o schemacie podejścia do lądowania na lotnisku Smoleńsk „Północny”. NOTAM z informacją o wycofaniu szeregu środków radiotechnicznych nie dotarł do załogi.

Uwaga: Według informacji dowódcy pułku specjalnego, przy organizacji tego lotu były złożone odpowiednie zamówienia w celu zwrócenia się Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Moskwie do strony rosyjskiej z prośbą o przekazanie aktualnych schematów i procedur lotniska. Przed wylotem żadna informacja z Ambasady do pułku nie była przekazana.
Posiadane przez załogę dane lotniska dla samolotu kategorii D (Tu-154M) zakładały podejście do lądowania tylko według OSP (minimum 100x1500) lub po systemie radiolatarni (RMS), która była wycofana z eksploatacji w październiku 2009 roku, i w żadnym przypadku nie mogła być wykorzystywana przez załogę z powodu braku na pokładzie odpowiedniego oprzyrządowania. Minimów meteorologicznych dla innych systemów zajścia (RSP - OSP, RSP) załoga przed wylotem nie miała. Rejsów technicznych dla sprawdzenia możliwości i wyposażenia lotniska Smoleńsk „Północny” do przyjęcia lotów specjalnych, wykonywanych statkami powietrznymi wskazanych typów, z uwzględnieniem faktycznego poziomu przygotowania i kompletowania załogi, polska strona nie wykonała. A zatem, przy przygotowaniu do tego lotu i podjęciu decyzji przez osoby, odpowiadające za przygotowanie do lotu oraz przez dowódcę załogi zostały naruszone zapisy prawa lotniczego Rzeczpospolitej Polskiej, w części obowiązku otrzymania przez załogę przez wylotem wszystkich niezbędnych danych lotniska lądowania, przestrzeni powietrznej a także o wyposażeniu i systemach nawigacyjnych po trasie przelotu.

Wieża kontrolna

Po nawiązaniu łączności z grupą kierowania lotami lotniska Smoleńsk „Północny”,wbrew AIP FR, załoga nie zameldowała kontrolerowi, według jakiego systemu podejdzie do lądowania. Następnie załoga wykonywała podejście według własnych środków, bez wykorzystania znajdujących się na lotnisku naziemnych środków radiotechnicznych.
Załoga poprosiła o wykonanie „próbnego” podejścia przy faktycznych warunkach meteorologicznych poniżej ustalonego minimum do wykonania lądowania. Kierując się wymaganiami AIP FR - dowódcy zagranicznych statków powietrznych, wykonujących loty do Rosji, podejmują samodzielną decyzję o możliwości startu z lotniska i lądowania na lotnisku docelowym z przyjęciem na siebie pełnej odpowiedzialności za podjętą decyzję. Kontroler zezwolił na „próbne” podejście, ale ze zniżeniem tylko do wysokości 100 metrów, z której należało wykonać odejście na drugi krąg. Załoga potwierdziła przyjęcie tej informacji.

Brak meldunku załogi o wybranym systemie podejścia do lądowania, w sytuacji posiadania przez nią informacji o rzeczywistych warunkach meteorologicznych, które były gorsze od ustanowionych minimów, zostało ocenione przez zespół kierowania lotami, że załoga będzie wykonywała „próbne” podejście według własnych środków. Potwierdza to również fakt, że załoga nie zamawiała prowadzenia radiolokacyjnego.
W jednej z wypowiedzi płk. Klicha pojawiła się informacja, że Rosjanie nie chcą ujawnić zapisów rozmów jakie toczyli między sobą kontrolerzy . Można się domyślać dlaczego. Otóż jeden z kontrolerów, ppłk Paweł Plusnin wyrażał się o Polakach w bardzo nieparlamentarnych słowach, z których „niech sp…ją stąd” – należały do bardziej łagodnych (oczywiście te uwagi dotyczą obecności samolotu w takich warunkach).

O 10:39:34 dowódca załogi zameldował kontrolerowi o wypuszczonym położeniu podwozia i klap: „Podwozie, klapy wypuszczone, polski 101”. Pomocnik kierownika lotów poinformował, że pas startowy wolny, i tu również, o 10:39:41 podał: „Lądowanie dodatkowo….”, z podaniem faktycznego wiatru „…120-3 metry”.

„Lądowanie dodatkowo”. - sformułowanie to oznacza, że na lądowanie nie zezwolono !

W tym przypadku jeśli dowódca załogi przed przelotem wysokości podjęcia decyzji, ale w każdym przypadku, nie później niż w odległości 1000 m od progu pasa (WPP), podejmie i wyartykułuje decyzję o lądowaniu na swoją odpowiedzialność, kontroler może zezwolić na lądowanie, jednakże zgoda ta będzie oznaczała tylko tyle, że przestrzeń powietrzna przed samolotem i WPP (pasy) są wolne.
Uwaga: Zgodnie z AIP FR kontroler zobowiązany jest zabronić lądowania statku powietrznego i wydać załodze polecenie odejścia na drugi krąg, jeśli:
- w przestrzeni powietrznej na drodze zniżania statku powietrznego lub na WPP znajdują
się przeszkody, zagrażające bezpieczeństwu lotu;
- na prostej do lądowania powstało zagrożenie zmniejszenia bezpiecznej odległości
pomiędzy statkami powietrznymi.


O 10.40.27 kierownik strefy lądowania poinformował załogę: „3 na kursie, na ścieżce”. Załoga odbioru nie pokwitowała. W tym czasie samolot znajdował się w odległości około 3500 metrów od pasa startowego (WPP) i na ścieżce zniżania z kątem nachylenia ścieżki zniżania - 3°10’ (na górnej granicy strefy dopuszczalnych odchyleń dla kąta nachylenia ścieżki zniżania 2°40’). A zatem kierownik obserwował znacznik samolotu na wskaźniku stacji radiolokacyjnej lądowania (PRŁ) dokładnie na ścieżce zniżania.
Po uprzedniej informacji kierownika „lądowanie dodatkowo”, załoga o wizualnym wykryciu pasa nie meldowała, zezwolenia na lądowanie kontroler nie dawał, meldunku o odejściu na drugi krąg załoga nie złożyła. Do osiągnięcia wysokości podjęcia decyzji, komendy „Lądujemy” dowódca statku powietrznego nie wydał, dlatego też, zgodnie z Technologią pracy, drugi pilot był zobowiązany rozpocząć odejście na drugi krąg.

Polski przedstawiciel akredytowany przy MAK- Płk Edmund Klich odniósł się do jednej z polskich uwag do projektu raportu MAK dotyczącej właśnie stwierdzenia, że dowódca polskiego samolotu nie podjął decyzji o odejściu na drugi krąg, gdy Tu-154M minął tzw. minimalną wysokość zniżania (100 metrów).
Polscy eksperci ustalili, że w czarnej skrzynce zapisała się wypowiedź kapitana Arkadiusza Protasiuka, która temu przeczy. Tuż po minięciu 100 metrów kapitan powiedział: "odchodzimy". Jak zaznaczono w polskim stanowisku, nie wydał jednak zdecydowanej komendy. Stwierdzenie "odchodzimy" potwierdził drugi pilot.
Pytany o to Klich powiedział, że analizując ostatnie sekundy lotu trzeba brać pod uwagę także wcześniejsze rozmowy pilotów i ich założenie, że będą odchodzić na autopilocie. - Przy tym samolocie i braku ILS (Instrument Landing System - radiowy system nawigacyjny wspomagający lądowanie) na lotnisku w Smoleńsku taki wariant jest niemożliwy. Naciskają więc przycisk i jest zaskoczenie. Oceny psychologów wymaga określenie, jak długo czekali na podjęcie kolejnej decyzji - czyli o ręcznym wyprowadzeniu samolotu - dodał pułkownik. Jak zaznaczył, trudno też stwierdzić czy wypowiedź Protasiuka "odchodzimy" była komendą, czy np. "zapytaniem, sugestią". - Trzeba by było sprawdzić, jaka była intonacja - zaznaczył Klich. W załączonych do raportu MAK polskich uwagach znajduje się fragment powołujący się na odczytane przez stronę polską zapisy z rejestratora dźwięku (CVR - Cockpit Voice Recorder). "Dowódca załogi zgłosił, po minięciu wysokości 100 m, że odchodzi na drugi krąg. Drugi pilot to potwierdził. Brak jest jednak zdecydowanej komendy dowódcy (pilota lecącego) inicjującej ten proces"
Polska komisja badająca katastrofę planuje przeprowadzenie symulacji, która ma odpowiedzieć na pytanie, czy załoga Tu-154 podjęła próbę odejścia od lądowania - powiedział zastępca przewodniczącego komisji płk Mirosław Grochowski.

Zródło (cd): artykuł autorstwa Jozefiny Bakier / NieNależna.pl

Mam nadzieję, że informacje zawarte w tym wpisie rzuciły więcej światła na to co tak na prawdę wydarzyło się w Smoleńsku i powoli pozwalają czytelnikowi na wyrobienie sobie własnego zdania w tej sprawie  !
W ostatniej 3-ciej części przedstawię końcowe momenty lotu Tupolewa 154M o oznaczeniu PLF101.

Katastrofa w Smoleńsku - cz. 1 aspekty polityczne

W związku z wieloma politycznymi komentarzami, ogólnym zamieszaniem i coraz mniej czytelną sytuacją dla wszystkich, zdecydowałem się przedstawić wszystkie aspekty katastrofy polskiego TU-154M w sposób na tyle prosty, aby każdy mógł zrozumieć co tak na prawdę stało się w Smoleńsku !!! Pragnę od razu zapowiedzieć, że nie interesuję się polityką, postaram się więc przedstawiać tylko "suche" informacje, fakty, przepisy i wnioski tak aby nie zbliżać swojego stanowiska do żadnej z wzajemnie oskarżających się partii politycznych i ludzi z nimi związanych.

Przytoczone tutaj fakty mają jedynie przybliżyć czytelnikowi co tak na prawdę stało się w Smoleńsku, a wnioski każdy wyciągnie sam ! W tej części przedstawię wszelkie aspekty polityczne związane z tą katastrofą. Zaczynamy ...

„Powinien być mniej lękliwy”

12 sierpnia 2008 roku samolot Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej wykonywał lot po trasie Warszawa - Tallin - Warszawa - Symferopol - Gandża (Azerbejdżan). Na pokładzie statku powietrznego, poza Prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej, znajdowali się Prezydenci Litwy i Ukrainy, a także Premierzy Łotwy i Estonii. W skład załogi samolotu, w charakterze drugiego pilota i nawigatora wchodzili dowódca statku powietrznego i drugi pilot, którzy wykonywali lot 10 kwietnia 2010 roku samolotem Tu-154M nr 101.

W czasie postoju w Symferopolu, dowódca samolotu Tu-154, za pośrednictwem dyrektora Biura Bezpieczeństwa Narodowego, otrzymał wiadomość, że Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej chce lądować w Tbilisi. Po przeanalizowaniu możliwości realizacji zadania, dowódca samolotu Tu-154 doszedł do wniosku, że nie zostanie zapewniony należny poziom bezpieczeństwa takiego lotu, również z uwagi na brak aktualnych danych aeronawigacyjnych i innych odnośnie nowego lotniska docelowego Tbilisi i lotu w przestrzeni powietrznej Gruzji. Następnie, w czasie lotu, do kabiny załogi przyszedł Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, będący Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej Polskiej. Prezydent ponownie wydał polecenie lotu do Tbilisi. Analogiczne pisemne polecenie zostało wydane przez Zastępcę Dowódcy Sił Powietrznych Rzeczpospolitej Polskiej. Pomimo to, dowódca samolotu Tu-154 wykonał lądowanie na zaplanowanym lotnisku w m. Gandża, a dostojnicy zmuszeni byli dojechać do Tbilisi transportem kołowym. Po powrocie do Polski Prezydent Lech Kaczyński mówi dyplomatycznie o pilocie: "powinien być mniej lękliwy" i zapowiedział, że wprowadzi porządek w tej sprawie.
Dowódca, który podjął wspomnianą decyzję, w następstwie tego wydarzenia nie był już włączany w skład załóg wykonujących loty z Prezydentem na pokładzie.
Przemysław Gosiewski w swoim zapytaniu poselskim nr 2496 pytał m.in.:
• Czy pilot ma prawo odmówić wykonania rozkazu zwierzchnika Sił Zbrojnych RP?"
• Czy odznaczenie pilota za de facto zaniechanie działania tak wysokim odznaczeniem państwowym jest zgodne z obowiązującymi procedurami?
• Czy Minister, podejmując decyzję o odznaczeniu, chciał pokazać, iż będzie premiował w przyszłości przypadki niesubordynacji, tchórzostwa i odmawiania wykonywania rozkazów?
• Jak MON zamierza reagować, jeśli w przyszłości będą powtarzać się tego typu przypadki odmawiania zmiany kierunku lotu?

Karol Karski, poseł PiS skierował do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa o czyn z art. 343 par. 2. Zostało ono odrzucone przez prokuraturę w październiku o czym pisała m.in Gazeta Wyborcza.
Treść art. 343 par. 1 i par. 2:
1. Żołnierz, który nie wykonuje lub odmawia wykonania rozkazu albo wykonuje rozkaz niezgodnie z jego treścią, podlega karze aresztu wojskowego albo pozbawienia wolności do lat 3.
2. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 działa wspólnie z innymi żołnierzami lub w obecności zebranych żołnierzy albo następstwem czynu określonego w § 1 jest znaczna szkoda majątkowa lub inna poważna szkoda, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Odnosi się wrażenie, że Lech Kaczyński traktował lot do Gruzji niemalże jako bojowy. Pilot Pietruczuk zaś mimo, że jest pilotem wojskowym postąpił jak pilot samolotu pasażerskiego - postawił kwestię bezpieczeństwa pasażerów na pierwszym miejscu biorąc pod uwagę rangę i ilość przewożonych pasażerów. Zgodnie z planem poleciał do Azerbejdżanu. Inaczej do kwestii bezpieczeństwa podchodzi się w przypadku lotów bojowych, gdzie najważniejsze jest wykonanie zadania - na dalszym miejscu jest bezpieczeństwo.

Polacy specjalistami od katastrof lotniczych.

Od samego początku po katastrofie pod Smoleńskiem rozpoczęła się u nas prawdziwa wojna propagandowa o to, kto ponosi za to winę. Obóz byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i PiS nie miał wątpliwości: Tusk i Putin. Na zapleczu wielkiej polityki pojawili się harcownicy, którzy nie krępowani żadnymi ograniczeniami i co rusz (praktycznie codziennie) mnożyli oskarżenia i zarzuty.

Mgła była i jest jednym z najchętniej przytaczanych argumentów (czy raczej pseudo-argumentów) – ten termin użyty został nawet w tytule filmu, którego premiera miała miejsce niedawno. W tych enuncjacjach mgła nie była i nie jest tylko zjawiskiem meteorologicznym, lecz przede wszystkim symbolem złowieszczego zamachu. Albowiem motyw „sztucznej mgły” żyje po dziś dzień w świadomości wielu ludzi. Perswazja zwolenników teorii o „sztucznej mgle” była chyba tak wielka, że nawet polska wojskowa prokuratura zwróciła się do Amerykanów, by odpowiedzieli, czy jest możliwe jej wyprodukowanie! Już samo sformułowanie takiego wniosku i do tego upublicznienie wiadomości o tym jest przejawem stanu schizofrenii, w jakiej żyjemy.
Premier milczał dosyć długo, kiedy nagle pod koniec roku publicznie zaatakował raport MAK, uznając, że nie jest on dla polskiej strony do przyjęcia. Publiczne ogłaszania takich rzeczy to specjalność polskiej polityki, nie tylko w tej kwestii. W krajach, gdzie polityka nie jest harcerstwem istnieje coś takiego jak sfera niedostępna dla mediów i opinii publicznej. U nas nigdy takich sfer nie było. Jeśli coś jest tajne, to znaczy, że na drugi dzień znajdzie się na czołówkach gazet. I tak jest w tym przypadku. Teoretycznie rzecz biorąc, do czasu zakończenia śledztwa NIC nie powinno być publiczne ujawnione, tymczasem my wiemy już prawie wszystko. Bo w Polsce jest w zwyczaju, że każdy idzie do telewizji i papla. Przykładem klasycznym jest płk Edmund Klich, polski przedstawiciel przy MAK-u. Gdyby ktoś wydał drukiem jego wywiady w okresie od 10 kwietnia 2010, to zebrałby się z tego pokaźny tom. Jest to rzecz zdumiewająca, bo tak naprawdę, opinia publiczna powinna znać tylko jego nazwisko – i NIC ponadto. Tymczasem pan pułkownik brylował w mediach prawie codziennie, a raz nawet promował swoją książkę o katastrofach lotniczych.
Można zgodzić się z tym, że rząd był w trudnej sytuacji, bo od razu został oskarżony o współudział w zamachu. Milczenie zaś oznaczało pośrednie przyznanie się do winy.
Stąd bezprecedensowa decyzja Tuska o ujawnieniu nagrań z tzw. czarnej skrzynki, czego zabrania konwencja chicagowska i na co – oficjalnie – nie godzili się Rosjanie. Chodziło jednak o „zamknięcie gęby” zwolennikom teorii spiskowych, bo nagrania nie były bynajmniej dowodem na to, że przyczyna katastrofy była zewnętrzna. Z nagrań wyłaniał się obraz jasny i przeraźliwy – lądowanie w wyniku presji w warunkach fatalnej pogody. Nie dało to wiele, bo „zamachowicze” nie dali wiary skrzynkom, ale przynajmniej na jakiś czas zamilkli.
Nerwowa reakcja Donalda Tuska na temat raportu MAK-u nie wynika zapewne z tego, że zaczął on wierzyć w teorię zamachu. Przyczyna jest inna – MAK wskazuje na wyłączną polską odpowiedzialność za katastrofę. Jeśli tak, to także kierownictwa MON, któremu podlega 36. pułk, w skład którego wchodził Tu-154. Strona polska chciałaby jednak, żeby w raporcie także Rosjanie wzięli na siebie choć trochę winy za katastrofę. Konkretnie chodzi o pracę załogi wieży kontrolnej na lotnisku Siewiernyj. Próba swego rodzaju wymuszenia na stronie rosyjskiej przyznania się do części winy jest zabiegiem ryzykownym, choć zrozumiałym z psychologicznego punktu widzenia. Jednak forma, w jakiej zostało to sformułowane, publiczna i dosyć arogancka, pewnie raczej usztywni stronę rosyjską. Takie sprawy załatwia się w zaciszu dyplomatycznych salonów. Ponadto Tusk popełnił jeszcze inny błąd – nie można ogłaszać wszem i wobec, że adresatem naszych krytycznych uwag jest prezydent i premier Rosji, bo tak stawia się ich w niezręcznej sytuacji – sugerując, że instytucje zajmujące się w tym kraju katastrofą wykonują tylko polecenia kierownictwa politycznego. Nawet gdyby tak było, nie można tego mówić.
Jaki rodzaj odpowiedzialności wieży kontrolnej mogliby wskazać Rosjanie? Najbardziej rzuca się w oczy jedno – nie wydano zakazu lądowania, kategorycznego i jednoznacznego. Z ustaleń autorów książki „Ostatni lot – przyczyny katastrofy smoleńskiej. Śledztwo dziennikarskie” wynika, że takiego zakazu nie wydano, bo panicznie obawiano się, że Lech Kaczyński wywoła ogromny skandal międzynarodowy i ogłosi, że Rosja celowo uniemożliwiła mu złożenie hołdu ofiarom NKWD w Katyniu. Smaczku sprawie dodaje to, że załoga wieży kontrolnej to członkowie FSB, a wiec następczyni NKWD. Skojarzenia byłyby od razy jasne – można sobie nawet wyobrazić tytuły prasowe: „NKWD uniemożliwia prezydentowi RP oddanie hołdu zbrodni katyńskiej” czy „Długie ręce Stalina”. Kontrolerzy z wieży starali się zniechęcić załogę do lądowania, podając np. „podrasowane” dane o pogodzie – informowali załogę polskiego samolotu, że pogoda jest gorsza niż była w rzeczywistości.

Zródło: artykuł autorstwa Jozefiny Bakier / NieNależna.pl

Mam nadzieję, że udało mi się przybliżyć czytelnikowi wszelkie aspekty polityczne związane z tą katastrofą. Już niebawem dalszy ciąg - zapraszam do lektury !

piątek, 21 stycznia 2011

Jak to działa ? Czyli krótki opis procedur potrzebnych do wykonania lotu.

Większość pasażerów nie zdaje sobie sprawy z tego ile pracy należy wykonać w czasie zaledwie jednego lotu i jak wiele osób jest zaangażowanych w to, aby lot odbył się zgodnie z planem. Aby uświadomić ten fakt czytelnikom postaram się w dużym uproszczeniu opisać całą pracę jaka musi być wykonana aby samolot dotarł do miejsca przeznaczenia. Myślę, że pomoże to w zrozumieniu jaką odpowiedzialną pracę wykonują piloci, kontrolerzy ruchu lotniczego oraz personel pokładowy/naziemny.


W czasie kiedy pasażer przyjeżdża na lotnisko, przechodzi odprawę bagażową, paszportową i udaje się do odpowiedniej bramki (GATE), w samolocie praca wre jak w ulu ;) Opiszę całą "drogę" jaką musi pokonać nasz samolot i jego załoga na przykładzie lotu rejsowego z lotniska Chopina w Warszawie do Monachium w Niemczech.

Oczywiście linia lotnicza musi zadbać o wszelkie "techniczne" aspekty lotu czyli otrzymać zgodę portu lotniczego na przyjęcie samolotu, zadbać o zatankowanie paliwa, zarezerwować odpowiedni GATE, zadbać o obsługę bagażową itd itp

Piloci rozpoczynają pracę ponad godzinę wcześniej przed planowanym odlotem. W czasie gdy samolot jest sprzątany, ładowany jest ładunek (praktycznie każdy samolot rejsowy przewozi jakiś większy lub mniejszy ładunek - listy, paczki, gazety itp itd), tankowane paliwo ... piloci opracowują cały lot. Przygotowywane są mapy lotniska startowego i docelowego, mapy przelotu, procedury odlotu (SID) i  przylotu na lotnisko docelowe (STAR), ewentualnie inne dodatkowe mapy i schematy potrzebne do przeprowadzenia lotu. Piloci realizują punkt po punkcie procedurę startu. włączają poszczególne systemy samolotu, programują komputer pokładowy, sprawdzają warunki pogodowe panujące na obu lotniskach, ustalają ewentualnie lotnisko zapasowe (na które polecą gdy warunki pogodowe uniemożliwią lądowanie na lotnisku docelowym)  i wykonują wiele innych mniej istotnych z punktu widzenia czytelnika czynności. Jak widać muszą być oni i są doskonale przygotowani do pokonania całej trasy !!! W tym czasie personel naziemny ładuje nasze bagaże i inne ładunki do samolotu ...

Gdy samolot jest już praktycznie gotowy do startu i piloci zakończyli swoje przygotowania, pasażerowie wpuszczani są na pokład samolotu i zajmują swoje miejsca. W tym czasie piloci kontaktują się z pierwszym kontrolerem lotu (tzw z ang. DELIVERY) , który akceptuje wcześniej przesłany mu plan lotu, informuje pilotów z którego pasa będą startować (jest to zależne od kierunku i siły wiatru) oraz podaje im unikatowy numer (SQUAWK), który później widoczny będzie na radarach jako oznaczenie naszego samolotu. Gdy wszystko jest w porządku piloci kontaktują się z drugim kontrolerem odpowiedzialnym za ruch na płycie lotniska (tzw z ang. GROUND). Uruchamiane są silniki i samolot jest wypychany przez specjalny pojazd (samolot odrzutowy nie ma "biegu wstecznego"). Rozpoczyna się nasz lot ... Piloci otrzymują od kontrolera informacje, którymi drogami mają dojechać do pasa startowego i rozpoczyna się tzw kołowanie. Oczywiście odpowiedzialny kontroler w przypadku pojawienia się jakiejś przeszkody, pojazdu lub innego samolotu kieruje ruchem tak aby nie doszło do kolizji.

Tuż przed wjazdem na pas startowy piloci kontaktują się z kolejnym kontrolerem, który odpowiada za ruch na pasach startowych i kilka mil przed nimi. Kontroler ten jest to popularnie nazywany WIEŻA (z ang. TOWER). Samolot dostaje zgodę na zajęcie odpowiedniego pasa startowego i przygotowanie się do startu ... chwilę potem następuje sam start, a nasza niestrudzona załoga kontaktuje się z kolejnym kontrolerem, który tym razem odpowiada za ruch wszystkich samolotów w okolicy lotniska w promieniu około 30 mil. Tym razem rozmawiają oni z kontrolerem na stanowisku odlotów (z ang. DEPARTURE). Kontroler ten informuje pilotów, iż widzi samolot na radarze i kieruje ich na odpowiedni, ustalony wcześniej punkt/kierunek itd. Nasz samolot cały czas wznosi się aby osiągnąć swoją wysokość "przelotową". PO pewnym czasie piloci otrzymują polecenie kontaktu z kolejnym ostatnim już polskim kontrolerem, odpowiedzialnym za całą przestrzeń kontrolowaną nad obszarem Polski. Jego stanowisko nosi nazwę Warszawa Radar lub Warszawa Control. Kontroler ten "prowadzi" już samolot do samej granicy Polski. W między czasie samolot osiąga swoją wysokość przelotową, gaśnie napis "zapiąć pasy" i stewardesy rozpoczynają podawanie napojów i ew. kanapek :)

Gdy zbliżamy się do granicy nasz kontroler przekaże "nasz samolot" swojemu odpowiednikowi w Czechach na stanowisku Praga Radar, który będzie kontrolował nasz przelot nad obszarem Republiki Czeskiej. Spokojnie lecimy dalej. Osiągając granice Niemiec zostaniemy przekazani kontrolerowi na stanowisku Monachium Radar, który wyda naszym pilotom zgodę na rozpoczęcie obniżania ... zapali się napis "zapiąć pasy", stewardesy zakończą wydawanie napoi, należy złożyć stoliki, ustawić fotele w odpowiedniej pozycji itp W czasie zniżania nasz samolot zbliży się na około 30 mil do lotniska w Monachium. Piloci skontaktują sie z kolejnym kontrolerem tym razem odpowiedzialnym za ruch w okolicy lotniska Monachium i podejście samolotów do pasa (tzw. z ang. APPROACH). Kontroler ten doprowadzi nasz samolot na prostą do pasa startowego i gdy piloci potwierdzą, że rozpoczyna się lądowanie, zostaną poproszeni o kontakt ze znanym nam już z Warszawy kontrolerem pracującym na stanowisku WIEŻA (TOWER) ale tym razem w Monachium :) Piloci cały czas realizują procedury powiązane z lądowaniem, wysuwanie tzw klap, zmniejszanie prędkości , obniżanie lotu itd itp Jest kilka rodzajów podejść do lotniska, jakie może wykonać nasz samolot, ale nie będę się o tym rozpisywał. Gdy wylądujemy i zjedziemy z pasa piloci skontaktują się z kontrolerem GROUND w Monachium, który doprowadzi nasz samolot do odpowiedniej bramki (GATE). Po zatrzymaniu gasną silniki, otwierane są drzwi, piloci zgłaszają kontrolerowi zakończenie lotu.

Do pracy przystępują służby naziemne, które wyciągają nasze bagaże i ładunki z luków bagażowych, przygotowana jest cysterna do tankowania samolotu na następny lot itd. Gdy my udajemy się po nasze bagaże, samolot jest szybko sprzątany, dostarczane są napoje, posiłki i cały catering ... rozpoczynają się przygotowania do kolejnego lotu ... gdyż pasażerowie podróżujący z Monachium do Warszawy czekają już na wejście na pokład !

Samolot to taki powietrzny autobus, który cały czas praktycznie jest w ruchu !

Mam nadzieję, że udało mi się chociaż częściowo przybliżyć jaką ciężką pracę wykonują piloci i personel pokładowy/naziemny ... abyśmy my pasażerowie, mogli spokojnie i bezpiecznie latać samolotami.

czwartek, 20 stycznia 2011

Często zadawane pytania na temat bezpiecznego latania.

Poniżej znajduje się kilka często spotykanych pytań dotyczących bezpiecznego latania wraz z odpowiedziami. Zapraszam do lektury: 

Czy w samolocie może zabraknąć paliwa ?
Paliwo a właściwie jego ilość i masa jest jednym z najistotniejszych czynników przy planowaniu lotu. Samolot zawsze tankowany jest z dość dużym zapasem paliwa. Kapitan i Pierwszy Oficer kilka razy sprawdzają czy zatankowana została odpowiednia ilość paliwa, a zapas przeznaczony jest na ewentualne drugie a czasem i trzecie podejście do lotniska oraz rezerwa na dolot do tzw. lotniska zapasowego. Oprócz tego jest jeszcze żelazna rezerwa kapitana - na "czarną godzinę" :)

Czy dziury powietrzne są niebezpieczne?
Nie są niebezpieczne. Jest to przecież typowe zjawisko atmosferyczne, niestety, mało przyjemne dla pasażerów jeśli trwa zbyt długo lub bardzo intensywnie. Samolot jest tak skonstruowany, by przeloty przez dziury powietrzne nie spowodowały jego uszkodzenia.
Czy samoloty mogą się zderzyć?
Obecnie stosowane urządzenia zapobiegają zderzeniom. Automatyczny system TCAS tak pokieruje samolotem, by do zderzenia nie doszło. Gdy w wyniku jakiejś nadzwyczajnej sytuacji (Kontroler nigdy nie powinien do niej dopuścić !) samoloty znalazły by się na kursie kolizyjnym, system TCAS ustali automatycznie, który samolot ma obniżyć, a który wznieść się.
Jak dużo zarabia pilot samolotu?
Płaca zależy od linii lotniczej, typu samolotu i od stażu pracy. Początkujący pilot małego samolotu zarabia rocznie od 18 - 20 tysięcy dolarów w górę. Pilot dużego miedzy-kontynentalnego samolotu z długim stażem pracy może zarobić nawet do 250 tysięcy dolarów.
Gdzie szkoli się pilotów?
Do pracy w lotnictwie cywilnym zatrudnia się często byłych pilotów wojskowych. Pilotów cywilnych szkoli się w różnego rodzaju szkołach lotniczych i szkołach pilotażu. Aby uzyskać licencję pilota liniowego należy mieć świetne zdrowie, zdać egzaminy teoretyczne i praktyczne oraz posiadać odpowiedni nalot czyli odpowiednią ilość godzin spędzonych w powietrzu. Takie szkolenia odbywają się w wielu miejscach i bynajmniej nie jest łatwo je ukończyć.
Jakie samoloty są najbezpieczniejsze?
Duże. Generalnie im większy samolot, tym bezpieczniejszy. Kierują nimi piloci o długim stażu i większym doświadczeniu, samolot dużo kosztuje, więc serwis i opiekę mana odpowiednim poziomie. Poza tym duży samolotem mniej "rzuca" przy porywistym wietrze. Dla porównania mała awionetka jest jak listeczek dla mocniejszego wiatru.
Czy piloci są badani pod kątem używania narkotyków i alkoholu?
Niektóre linie lotnicze robią obowiązkowe badania pilotów. Używanie narkotyków i alkoholu automatycznie pozbawia pilotów licencji, więc raczej nie ryzykują oni utraty pracy i uprawnień do latania. Chodź w Rosji kilka razy piloci zostali przyłapani na łamaniu tego zakazu.
Jakie są wymiary foteli w samolotach - bo wydają się za małe?
Fotele lotnicze, szczególnie na liniach czarterowych, są znane z niewygody. Minimalna szerokość fotela wynosi około 46 cm (18 cali) więc jest dość ciasno. W większych samolotach generalnie jest więcej miejsca, chodź wiele zależy od polityki prowadzonej przez daną linię lotniczą. Oczywiście na dalsze loty można kupić bilet wyższej klasy Biznes lub Pierwszej Klasy - wtedy miejsca w samolocie nam nie zabraknie !
Jak ma się bezpieczeństwo latania samolotami w odniesieniu do innych środków transportu takich jak samochody, rowery, itp.?
Lot samolotem jest bezpieczniejszy chociażby z tego powodu, że za sterami samolotu siedzi doświadczony człowiek, który ma do tego wysokie kwalifikacje. Przeglądy naprawcze są robione przez ludzi posiadających specjalne licencje i dodatkowo szkolonych każdego roku. Poza tym w przestrzeni powietrznej jest dla samolotów dużo miejsca :) A na dwukierunkowej drodze jadący z naprzeciwka samochód może być kierowany przez kogoś, kto dopiero wczoraj dostał prawo jazdy i jedzie nie swoim samochodem od dentysty, po lekkim znieczuleniu i dodatkowo próbując w czasie jazdy zapalić papierosa...
Czy zalecenia Komisji Powypadkowych są wprowadzane w życie i czy stosuje się je do wszystkich samolotów?
Tak. Każda katastrofa czegoś nas uczy i ma wpływ na zmianę lub zaostrzenie przepisów. Zalecenia Komisji Powypadkowych są obowiązujące i najczęściej są wprowadzane w życie we wszystkich samolotach, jeżeli taka jest potrzeba. Pod tym względem przestrzeganie zaleceń jest bardzo rygorystyczne.
Czy będą nadal budowane bardzo szybkie samoloty takie jak Concord?
Obecnie nie zanosi się na budowę samolotów tego typu nazywanych z ang. "ultrasonic" czyli latających z prędkościami ponaddźwiękowymi. Miały one dwie zasadnicze wady; spalały bardzo dużo paliwa co powodowało kilkukrotny wzrost ceny biletów lotniczych oraz były bardzo niewygodne, gdyż musiały mieć bardzo opływowe kształty. Ale nie wiadomo, jaka sytuacja będzie za kilka lat. Lotnictwo rozwija się przecież bardzo szybko.
Z czego budowane są samoloty ? czy materiały te są bezpieczne ?
Samoloty budowane są z bardzo wytrzymałych stopów metali nierdzewnych, gdzie głównym składnikiem jest aluminium. Materiały te spełniają praktycznie wszelkie wymagania jakie stawiane są przez konstruktorów lotniczych. Oprócz tego idealnie przenoszą naprężenia, nie odkształcają się oraz na szczęście nie rdzewieją ! W chwili obecnej powstaje pierwszy model samolotu w całości zbudowanego z kompozytów i tworzyw sztucznych jest to Boeing 787 Dreamliner. Kilka samolotów tego typu zamówił nasz rodzimy przewoźnik Polskie Linie Lotnicze LOT. Pierwszy egzemplarz 787 ma się pojawić już w 2012 roku.

W razie dodatkowych pytań dotyczących zagadnień bezpieczeństwa lotów, uprzejmie proszę o komentarze - postaram się odpowiedzieć.

CO na to EXPERT ?

W poprzednim wpisie wyraźnie widać na przykłądzie liczb, że latanie jest bardzo bezpieczne i aby doszło do sytuacji niebezpiecznej musi w jednym momencie wystąpić kilka nieprzewidywalnych czynników na raz. Do awarii dochodzi jednak niezwykle rzadko. Samoloty podlegają obowiązkowym przeglądom technicznym, a wszelkie drobne ustarki usuwane sa na bieżąco. Oczywiście mówimy o standardach europejskich i amerykańskich oraz o praktykach stosowanych w dużych, renomowanych liniach lotniczych. Latanie w Afryce i niektórych krajach Azjii jest bardziej eyzykowne ze względu na leciwe samoloty i łagodniejsze procedury (lub ich brak).

Jednakże zdaniem eksperta nie mamy się czego obawiać:

Dr hab. inż. Bohdan Gajewski jest ekspertem analizującym wypadki lotnicze z ramienia Transport Canada. Udziela poniżej  informacji na pytania, które nas  intrygują, jeśli chodzi o lotnictwo.
Bezpieczny samolot to taki, w którym możliwość wystąpienia awarii wiodącej do poważnego wypadku jest nieskończenie mała.
Zasada bezpieczeństwa samolotu: Pojedyncza awaria nie powinna spowodować poważnego wypadku.
Zgodnie z podanymi definicjami dopuszczenie samolotu do przewozu pasażerów poprzedza dogłębna analiza wszystkich możliwych sytuacji oraz niezliczona ilość testów.
Obecnie produkowane samoloty są tak konstruowane, by możliwość wypadku była prawie niemożliwa. Konstruktorzy samolotu mają dwa zadania:
Tak skonstruować dany podzespół, aby nigdy nie doszło do jego awarii.
Zakładając, że może dojść do awarii podzespołu, jego żywot powinien być tak określony, by móc wymienić go przed jego awarią.
Dodatkowo, dla pełnego komfortu, niektóre zespoły są podwójne, a nawet potrójne, co umożliwia kontrolę samolotu w razie kilku nawet awarii naraz.
Szkolenie pilotów nie odbywa się wyłącznie na samolotach. Obecnie szkolenia robi się na symulatorach lotu. Symulator lotu składa się z prawdziwej kabiny samolotu umieszczonej na hydraulicznych podporach i bardzo dużego zaplecza komputerowego. Pilot siedzący w kabinie ma złudzenie, że siedzi w kabinie prawdziwego samolotu. Nawet za oknem ma widok dokładnie taki, jaki miałby w danej chwili lotu. W takim symulatorze można polecieć do Londynu, Berlina czy Warszawy. W szybach kabiny widać nie tylko lotnisko, ale też oryginalne fragmenty miasta. Loty takie są z reguły bardzo uciążliwe, bo co rusz pilotowi zdarzają się awarie, na które musi prawidłowo reagować. Tak więc przy starcie ma awarię jednego z silników, potem kłopoty z utrzymaniem ciśnienia w kabinie, awarię pompy podającej paliwo i temu podobne przygody. Opanowanie sterowania samolotem w takim symulatorze pozwala później na trening na prawdziwym samolocie. Korzyści treningu w symulatorze są niewymierne. Po pierwsze, podczas treningu piloci nie rozbijają maszyn, po drugie, zawsze wychodzą cało z każdego wypadku, jeżeli im się zdarzy.
Jeżeli chodzi o pasażerów i zalecenia w czasie podróży, to trzeba pamiętać o następujących sprawach:
Ciśnienie w kabinie samolotu odpowiada ciśnieniu atmosferycznemu na wysokości 8 do 9 tysięcy stóp, czyli ok. 2500-3000 metrów nad poziomem morza. Jeżeli więc startujemy z lotniska położonego na poziomie 120-500 stóp nad poziomem morza, to naturalnym będzie odczucie zmiany ciśnienia w krótkim stosunkowo czasie. Dlatego nie zaleca się spożywania napojów alkoholowych podczas podróży samolotem. Zmiany ciśnienia mogą bardzo niekorzystnie wpłynąć na nasz organizm.
Siedzenie w fotelu lotniczym nie należy do rzeczy ani przyjemnych, ani zdrowych. Fotele lotnicze w dzisiejszych czasach są z reguły wąskie, niewygodne i siedzenie w nich przez dłuższy czas może doprowadzić do utrudnionego krążenia krwi i związanych z tym komplikacji. Dlatego zaleca się mały spacer po samolocie od czasu do czasu w celu rozprostowania nóg.
Powietrze w kabinie samolotu jest suche. Aby utrzymać dobre samopoczucie należy pić dużo płynów.
Przy starcie i przy lądowaniu mamy do czynienia z przyspieszeniami związanymi ze zmianą prędkości samolotu i skokową zmianą ciśnienia w kabinie. Nie każdy organizm ludzki reaguje na te bodźce w ten sam sposób. Należy więc poznać nieco własne ciało i poznać jego reakcje na przeciążenia i zmianę ciśnienia. Skutecznym środkiem dla większości ludzi wrażliwych na przeciążenia i zmiany ciśnienia jest zwykłe ssanie cukierka.
Manewry wykonywane przy starcie i przy lądowaniu są manewrami typowymi dla samolotu, a związane z tym zmiany prędkości (odczuwane przeciążenie) oraz skokowa zmiana ciśnienia w kabinie nie są czymś groźnym dla pasażerów. Wystarczy tylko siedzieć w fotelu z zapiętymi pasami i pamiętać o tym, że za sterami samolotu siedzi pilot, który takie manewry trenował wiele razy i jemu też jak najbardziej zależy na bezpiecznym dotarciu do celu.

Autorem tekstu jest:  Janusz Młynarski / Polish Express 

Skoro wiemy już duzo na temat bezpieczeństwa w kolejnym wpisie postaram  się odpowiedzieć na najczęściej zadawane pytania dotyczące latania.

Nie bójmy się latać !!!

Latanie jest bezpieczniejsze niż jazda rowerem, samochodem, autobusem, czy też podróżowanie koleją lub statkiem. Tak tak pomimo tych ciągle zalewających nas informacji o wypadkach lotniczych, dużo bardziej prawdopodobne jest, że przydaży się nam coś w domu czy też w drodze na lotnisko niż w samolocie.

Ta informacja wzbudza czasem szok ale jest prawdziwa !!!

Przykład i statystyki możemy znaleźć we fragmencie artykułu autorstwa: Janusz Młynarski / Polish Express

Po każdej katastrofie lotniczej jakaś część potencjalnych pasażerów mówi sobie: "dziękuję za samolot, wolę autobus lub pociąg".
Ostatni wypadek na Heathrow zapewne znów zniechęcił do latania ileś osób. Tymczasem transport lotniczy jest nadal najbezpieczniejszym środkiem komunikacji, a British Airways to najbardziej niezawodne linie lotnicze.
W 2007 roku ofiar śmiertelnych było 965, co oznacza spadek o 25 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. 
Najbardziej tragiczna okazała się katastrofa Airbusa A320 w brazylijskim Sao Paulo, w której zginęło 199 osób. W 2007 roku stracono m.in. osiem Boeingów 737 i cztery maszyny Airbus - poinformowano w dorocznym raporcie "Aero International".

Linie bezpieczne i niebezpieczne
W tym samym piśmie firma Jacdec analizuje wypadki lotnicze i z tych analiz wynika, że najbezpieczniejszymi liniami są Air Berlin, które od początku swej działalności, tj. od roku 1979, nie straciły żadnej maszyny i tym samym pasażera. Jeszcze dłużej niż Air Berlin bez większych wypadków działa około 50 najpotężniejszych linii lotniczych świata, m.in. Qantas, Finnair, Cathay Pacific, El Al. Ostatnie miejsca w analizie pod względem bezpieczeństwa zajmują linie China Airlines z Tajwanu, Air India i Turkish Airlines.
Wypadek na Heathrow, w którym samolot British Airways ze 136 pasażerami na pokładzie lądował z uszkodzonym skrzydłem i podwoziem, był pierwszym poważnym wypadkiem od 20 lat. Choć BA nie znalazło się w gronie bezwypadkowych przewoźników, to jednak nadal są jednymi z najbezpieczniejszych linii lotniczych.
Bezwypadkowe, jak dotychczas, są także tanie linie lotnicze Ryanair, EasyJet oraz Jet Blue. Ich staż jest jednak o wiele krótszy niż wielu linii lotniczych o długich tradycjach, dlatego zajmują dalsze pozycje w rankingu. W innym raporcie poddano analizie rejestr wypadków lotniczych w latach 1973-2005.Wzięto pod uwagę 50 największych linii pasażerskich. Za wypadki uznano nie tylko katastrofy, ale także ciężkie uszkodzenia samolotów, po których maszyny nie nadawały się już do remontu.

Bezpieczniej niż na rowerze
Przykładowo według danych amerykańskiego US National Safety Council, że w ciągu ostatnich 60 lat lotnictwa komercyjnego na całym świecie zginęło mniej ludzi niż w ciągu 3 (!!!) miesięcy na amerykańskich drogachW 2000 roku w Stanach Zjednoczonych w katastrofach lotniczych zginęło 755 osób - prawie tyle samo, bo 738 osób zginęło w wypadkach rowerowych. W tym samym czasie w wypadkach drogowych w USA odnotowano ponad 40 tysięcy ofiar śmiertelnych. W ubiegłym roku doszło do 136 wypadków lotniczych, to o 28 mniej niż w roku 2006. Do prawie jednej trzeciej wypadków doszło w Ameryce Północnej - 34 w USA i 10 w Kanadzie. W Azji zdarzyło się 23 proc. ogólnej liczby wypadków, w Afryce 14 proc. W Europie - 10 proc.  tyle samo, ile wydarzyło się w Ameryce Południowej.
W raporcie  ujęto  jedynie samoloty mogące pomieścić co najmniej sześciu pasażerów.

Jak w "Locie" za piecem
A w Polsce? W ub. roku na drogach zginęło 11,5 tysiąca osób, a wypadkach samolotów pasażerskich nikt, bo ich nie było. Zresztą nasz polski Lot również może się szczycić, że jest linią bezpieczną. Od 1992 roku zaczęto wycofywać samoloty produkcji radzieckiej i wprowadzono maszyny produkcji zachodniej. Obecny skład floty naszego przewoźnika przedstawia się następująco: cztery Boeingi 767-300 ER, dwa Boeingi 767-200 ER, dziesięć Boeingów 737, tyle samo Embraerów 170 ERJ, 11 Embraerów 145 ERJ, osiem ATR-72, pięć ATR-42-500.
Warto również dodać, iż Polskie Linie Lotnicze mają najmłodszą flotę powietrzną spośród wszystkich linii lotniczych na świecie.
- Są to samoloty najnowocześniejsze i najbezpieczniejsze. Komfortowo wyposażone w klimatyzację, zapewniają miłą obsługę, a latają nimi jedni z najlepszych pilotów na świecie - zachwala płk Tadeusz Kondracki, emerytowany pilot wojskowy i cywilny. Podczas rozmowy z nim upieram się, że statki są bezpieczniejsze. Pułkownik Kondracki nie oponuje, ale zaręcza, iż o wiele łatwiej dolecieć z Warszawy do Zurychu samolotem niż płynąć statkiem przez Alpy.

Tak więc ... nie bójmy się latać !!!

Bezpieczeństwo w ruchu lotniczym

Zagadnienie bezpieczeństwa w ruchu lotniczym jest dość istotną sprawą i wielu osobom nie daje spokoju. Wiele osób panicznie wręcz boi się latać, a juz samo wsiadanie do samolotu budzi w nich wewnętrzny niepokój.
To są "normalne" odczucia, gdyż co jakiś czas słyszymy o wiekszym czy mniejszym wypadku lotniczym "W Rosji rozbił się samolot zgnineło 68 osób a 16 jest ciężko rannych" ... "W Iranie podchodząc do lądowania w trudnych warunkach pogodowych, rozbił się samolot Irańskich linii lotniczych Boeing 727-200 zginęli wszyscy na pokładzie" itd itd
Właśnie tego typu informacje potęgują nasz strach przed lataniem. No bo w sumie na zdrowy rozsądek jak maszyna, która waży od kilkudziesięciu do nawet kilkuset ton wzbija się w powietrze i leci ? Przeciez składa się z dziesiątek tysięcy różnych części i każda z nich może przecież się zepsuć i spowodować katastrofę. Przecież nie mamy wpływu na naturę i może się okazać, że akurat w dniu naszego lotu panowac będą trudne warunki pogodowe. Jest jeszcze wiele innych czynników, które wszystkie razem wpływają na nasz strach a czasami wręcz fobię.

Prawda jest jednak zupełnie inna inna (przykłady podam w następnym wpisie), latanie jest obecnie najbezpieczniejszym sposobem podróżowania i myślę iż będzie tak jeszcze długo. Samoloty, lotniska, piloci, kontrolerzy lotów podlegają bardzo restrykcyjnym przepisom, które mają na celu maksymalnie zwiększyć bezpieczeństwo lotu !

Powołane zostały specjalne agencje rządowe, których zadaniem jest dbanie o bezpieczeństwo ruchu lotniczego i pasażerów. W USA jest to na przykład Federal Aviation Administration (FAA) i każdy latający obiekt (może poza UFO) podlega restrykcyjnym przepisom wydawanym przez tą agencję. To właśnie ta agencja całkowicie wstrzymała ruch lotniczy nad USA po tragicznych wydarzeniach 9.11 w Nowym Jorku. Na jej wzór również w Europie powołano specjalną agencję, a mianowicie:


Europejską Agencje Bezpieczeństwa Lotniczego (z ang.European Aviation Safety Agency, EASA) - jest to specjalna agencja Unii Europejskiej z siedzibą w Kolonii (Niemcy), zajmująca się problemami bezpieczeństwa ruchu lotniczego w Europie.
Agencja rozpoczęła działalność we wrześniu 2003 roku i jej misją jest:
  • ustanowienie i utrzymanie wysokiego i wyrównanego na całym kontynencie poziomu bezpieczeństwa lotnictwa cywilnego oraz ochrony środowiska naturalnego w Europie;
  • ułatwienie swobodnego przepływu osób, towarów i usług;
  • wspieranie krajów członkowskich w wypełnianiu zobowiązań podjętych w ramach Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (International Civil Aviation Organization, ICAO);
  • wspieranie posunięć oszczędnościowych w procesach regulacyjnych i certyfikacyjnych;
  • promowanie europejskich standardów bezpieczeństwa lotniczego na świecie;
Agencja rozwija swoją działalność na wszystkich polach bezpieczeństwa lotnictwa cywilnego, aby pomóc instytucjom wspólnotowym w opracowaniu prawodawstwa i wdrożeniu reguł odnoszących się do nadzorowania produktów aeronautycznych, jak również organizacji i personelu zaangażowanego w ich działanie na wszystkich związanych z tym polach.
Jako pierwszy krok, rozporządzenie określające działania Agencji ustanawia bazę dla działań Wspólnoty w odniesieniu do certyfikacji produktów aeronautycznych oraz organizacji i personelu zaangażowanego w ich projektowanie, produkcję i utrzymanie. Komisja, wspierana przez Agencję, proponuje niezbędne poprawki do rozporządzenia, aby rozszerzyć jej kompetencje na wszystkie inne obszary bezpieczeństwa lotniczego.


Reasumując musimy sobie zdawać sprawę, że nad naszym bezpieczeństwem "czuwa" wiele osób, agencje, restrykcyjne przepisy i wszelkiego typu regulacje.

Dlatego nie powinniśmy się obawawiać o nasze bezpieczeństwo jest ono po prostu zagwarantowane, a nieszczęśliwy wypadek może nam się zdarzyć nawet w domu !

środa, 19 stycznia 2011

Od kiedy loty samolotem stały się tanie, Polacy zamiast przejazdu autobusem wybierają latanie samolotami. Dokąd najczęściej latamy? W przeważającej mierze liniami lotniczymi podróżują ci, którzy pracują za granicą i turyści.

Od kiedy loty samolotem stały się tanie, Polacy zamiast przejazdu autobusem wybierają latanie samolotami. Dokąd latamy? W przeważającej mierze liniami lotniczymi podróżują ci, którzy pracują za granicą. Najwięcej pasażerów mają połączenia z takimi miastami jak Londyn, Dublin, a od niedawna duże miasta w krajach skandynawskich. Nie bez znaczenia było otwarcie rynku pracy dla Polaków. Latamy także do Hiszpanii, gdzie także czeka na nas praca, choć już nie tak dobrze płatna jak ta w Wielkiej Brytanii czy Norwegii lub Szwecji.

Tanie przeloty do miast europejskich i tanie loty do krajów spoza kontynentu spowodowały, że samolot stał się bardzo popularnym środkiem lokomocji. Czas lotu jest nieporównywalnie krótszy od jazdy samochodem, pociągiem czy autobusem – oszczędzamy więc dużo czasu. Popularne stały się również wyprawy wakacyjne do dość odległych krajów jak Tunezja, Maroko, Egipt i Wyspy Kanaryjskie, gdzie dostać możemy się praktycznie wyłącznie samolotem.

Okazuje się, że nawet po kraju Polacy zaczynają podróżować samolotami. Warto polecieć z Warszawy do Gdańska samolotem, zamiast jechać tam pociągiem szczególnie po ostatnich doświadczeniach ze zmianami w rozkładzie PKP. Poza tym, np. bilet lotniczy z Krakowa do Gdańska czy też Warszawy jest o niewiele droższy od biletu PKP a w okresie promocji może być nawet tańszy. Zatem, możemy swobodnie latać samolotami, ponieważ jak na razie nie ma szybszego i bezpieczniejszego sposobu podróży.