niedziela, 23 stycznia 2011

Katastrofa w Smoleńsku - cz. 1 aspekty polityczne

W związku z wieloma politycznymi komentarzami, ogólnym zamieszaniem i coraz mniej czytelną sytuacją dla wszystkich, zdecydowałem się przedstawić wszystkie aspekty katastrofy polskiego TU-154M w sposób na tyle prosty, aby każdy mógł zrozumieć co tak na prawdę stało się w Smoleńsku !!! Pragnę od razu zapowiedzieć, że nie interesuję się polityką, postaram się więc przedstawiać tylko "suche" informacje, fakty, przepisy i wnioski tak aby nie zbliżać swojego stanowiska do żadnej z wzajemnie oskarżających się partii politycznych i ludzi z nimi związanych.

Przytoczone tutaj fakty mają jedynie przybliżyć czytelnikowi co tak na prawdę stało się w Smoleńsku, a wnioski każdy wyciągnie sam ! W tej części przedstawię wszelkie aspekty polityczne związane z tą katastrofą. Zaczynamy ...

„Powinien być mniej lękliwy”

12 sierpnia 2008 roku samolot Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej wykonywał lot po trasie Warszawa - Tallin - Warszawa - Symferopol - Gandża (Azerbejdżan). Na pokładzie statku powietrznego, poza Prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej, znajdowali się Prezydenci Litwy i Ukrainy, a także Premierzy Łotwy i Estonii. W skład załogi samolotu, w charakterze drugiego pilota i nawigatora wchodzili dowódca statku powietrznego i drugi pilot, którzy wykonywali lot 10 kwietnia 2010 roku samolotem Tu-154M nr 101.

W czasie postoju w Symferopolu, dowódca samolotu Tu-154, za pośrednictwem dyrektora Biura Bezpieczeństwa Narodowego, otrzymał wiadomość, że Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej chce lądować w Tbilisi. Po przeanalizowaniu możliwości realizacji zadania, dowódca samolotu Tu-154 doszedł do wniosku, że nie zostanie zapewniony należny poziom bezpieczeństwa takiego lotu, również z uwagi na brak aktualnych danych aeronawigacyjnych i innych odnośnie nowego lotniska docelowego Tbilisi i lotu w przestrzeni powietrznej Gruzji. Następnie, w czasie lotu, do kabiny załogi przyszedł Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, będący Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej Polskiej. Prezydent ponownie wydał polecenie lotu do Tbilisi. Analogiczne pisemne polecenie zostało wydane przez Zastępcę Dowódcy Sił Powietrznych Rzeczpospolitej Polskiej. Pomimo to, dowódca samolotu Tu-154 wykonał lądowanie na zaplanowanym lotnisku w m. Gandża, a dostojnicy zmuszeni byli dojechać do Tbilisi transportem kołowym. Po powrocie do Polski Prezydent Lech Kaczyński mówi dyplomatycznie o pilocie: "powinien być mniej lękliwy" i zapowiedział, że wprowadzi porządek w tej sprawie.
Dowódca, który podjął wspomnianą decyzję, w następstwie tego wydarzenia nie był już włączany w skład załóg wykonujących loty z Prezydentem na pokładzie.
Przemysław Gosiewski w swoim zapytaniu poselskim nr 2496 pytał m.in.:
• Czy pilot ma prawo odmówić wykonania rozkazu zwierzchnika Sił Zbrojnych RP?"
• Czy odznaczenie pilota za de facto zaniechanie działania tak wysokim odznaczeniem państwowym jest zgodne z obowiązującymi procedurami?
• Czy Minister, podejmując decyzję o odznaczeniu, chciał pokazać, iż będzie premiował w przyszłości przypadki niesubordynacji, tchórzostwa i odmawiania wykonywania rozkazów?
• Jak MON zamierza reagować, jeśli w przyszłości będą powtarzać się tego typu przypadki odmawiania zmiany kierunku lotu?

Karol Karski, poseł PiS skierował do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa o czyn z art. 343 par. 2. Zostało ono odrzucone przez prokuraturę w październiku o czym pisała m.in Gazeta Wyborcza.
Treść art. 343 par. 1 i par. 2:
1. Żołnierz, który nie wykonuje lub odmawia wykonania rozkazu albo wykonuje rozkaz niezgodnie z jego treścią, podlega karze aresztu wojskowego albo pozbawienia wolności do lat 3.
2. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 działa wspólnie z innymi żołnierzami lub w obecności zebranych żołnierzy albo następstwem czynu określonego w § 1 jest znaczna szkoda majątkowa lub inna poważna szkoda, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Odnosi się wrażenie, że Lech Kaczyński traktował lot do Gruzji niemalże jako bojowy. Pilot Pietruczuk zaś mimo, że jest pilotem wojskowym postąpił jak pilot samolotu pasażerskiego - postawił kwestię bezpieczeństwa pasażerów na pierwszym miejscu biorąc pod uwagę rangę i ilość przewożonych pasażerów. Zgodnie z planem poleciał do Azerbejdżanu. Inaczej do kwestii bezpieczeństwa podchodzi się w przypadku lotów bojowych, gdzie najważniejsze jest wykonanie zadania - na dalszym miejscu jest bezpieczeństwo.

Polacy specjalistami od katastrof lotniczych.

Od samego początku po katastrofie pod Smoleńskiem rozpoczęła się u nas prawdziwa wojna propagandowa o to, kto ponosi za to winę. Obóz byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i PiS nie miał wątpliwości: Tusk i Putin. Na zapleczu wielkiej polityki pojawili się harcownicy, którzy nie krępowani żadnymi ograniczeniami i co rusz (praktycznie codziennie) mnożyli oskarżenia i zarzuty.

Mgła była i jest jednym z najchętniej przytaczanych argumentów (czy raczej pseudo-argumentów) – ten termin użyty został nawet w tytule filmu, którego premiera miała miejsce niedawno. W tych enuncjacjach mgła nie była i nie jest tylko zjawiskiem meteorologicznym, lecz przede wszystkim symbolem złowieszczego zamachu. Albowiem motyw „sztucznej mgły” żyje po dziś dzień w świadomości wielu ludzi. Perswazja zwolenników teorii o „sztucznej mgle” była chyba tak wielka, że nawet polska wojskowa prokuratura zwróciła się do Amerykanów, by odpowiedzieli, czy jest możliwe jej wyprodukowanie! Już samo sformułowanie takiego wniosku i do tego upublicznienie wiadomości o tym jest przejawem stanu schizofrenii, w jakiej żyjemy.
Premier milczał dosyć długo, kiedy nagle pod koniec roku publicznie zaatakował raport MAK, uznając, że nie jest on dla polskiej strony do przyjęcia. Publiczne ogłaszania takich rzeczy to specjalność polskiej polityki, nie tylko w tej kwestii. W krajach, gdzie polityka nie jest harcerstwem istnieje coś takiego jak sfera niedostępna dla mediów i opinii publicznej. U nas nigdy takich sfer nie było. Jeśli coś jest tajne, to znaczy, że na drugi dzień znajdzie się na czołówkach gazet. I tak jest w tym przypadku. Teoretycznie rzecz biorąc, do czasu zakończenia śledztwa NIC nie powinno być publiczne ujawnione, tymczasem my wiemy już prawie wszystko. Bo w Polsce jest w zwyczaju, że każdy idzie do telewizji i papla. Przykładem klasycznym jest płk Edmund Klich, polski przedstawiciel przy MAK-u. Gdyby ktoś wydał drukiem jego wywiady w okresie od 10 kwietnia 2010, to zebrałby się z tego pokaźny tom. Jest to rzecz zdumiewająca, bo tak naprawdę, opinia publiczna powinna znać tylko jego nazwisko – i NIC ponadto. Tymczasem pan pułkownik brylował w mediach prawie codziennie, a raz nawet promował swoją książkę o katastrofach lotniczych.
Można zgodzić się z tym, że rząd był w trudnej sytuacji, bo od razu został oskarżony o współudział w zamachu. Milczenie zaś oznaczało pośrednie przyznanie się do winy.
Stąd bezprecedensowa decyzja Tuska o ujawnieniu nagrań z tzw. czarnej skrzynki, czego zabrania konwencja chicagowska i na co – oficjalnie – nie godzili się Rosjanie. Chodziło jednak o „zamknięcie gęby” zwolennikom teorii spiskowych, bo nagrania nie były bynajmniej dowodem na to, że przyczyna katastrofy była zewnętrzna. Z nagrań wyłaniał się obraz jasny i przeraźliwy – lądowanie w wyniku presji w warunkach fatalnej pogody. Nie dało to wiele, bo „zamachowicze” nie dali wiary skrzynkom, ale przynajmniej na jakiś czas zamilkli.
Nerwowa reakcja Donalda Tuska na temat raportu MAK-u nie wynika zapewne z tego, że zaczął on wierzyć w teorię zamachu. Przyczyna jest inna – MAK wskazuje na wyłączną polską odpowiedzialność za katastrofę. Jeśli tak, to także kierownictwa MON, któremu podlega 36. pułk, w skład którego wchodził Tu-154. Strona polska chciałaby jednak, żeby w raporcie także Rosjanie wzięli na siebie choć trochę winy za katastrofę. Konkretnie chodzi o pracę załogi wieży kontrolnej na lotnisku Siewiernyj. Próba swego rodzaju wymuszenia na stronie rosyjskiej przyznania się do części winy jest zabiegiem ryzykownym, choć zrozumiałym z psychologicznego punktu widzenia. Jednak forma, w jakiej zostało to sformułowane, publiczna i dosyć arogancka, pewnie raczej usztywni stronę rosyjską. Takie sprawy załatwia się w zaciszu dyplomatycznych salonów. Ponadto Tusk popełnił jeszcze inny błąd – nie można ogłaszać wszem i wobec, że adresatem naszych krytycznych uwag jest prezydent i premier Rosji, bo tak stawia się ich w niezręcznej sytuacji – sugerując, że instytucje zajmujące się w tym kraju katastrofą wykonują tylko polecenia kierownictwa politycznego. Nawet gdyby tak było, nie można tego mówić.
Jaki rodzaj odpowiedzialności wieży kontrolnej mogliby wskazać Rosjanie? Najbardziej rzuca się w oczy jedno – nie wydano zakazu lądowania, kategorycznego i jednoznacznego. Z ustaleń autorów książki „Ostatni lot – przyczyny katastrofy smoleńskiej. Śledztwo dziennikarskie” wynika, że takiego zakazu nie wydano, bo panicznie obawiano się, że Lech Kaczyński wywoła ogromny skandal międzynarodowy i ogłosi, że Rosja celowo uniemożliwiła mu złożenie hołdu ofiarom NKWD w Katyniu. Smaczku sprawie dodaje to, że załoga wieży kontrolnej to członkowie FSB, a wiec następczyni NKWD. Skojarzenia byłyby od razy jasne – można sobie nawet wyobrazić tytuły prasowe: „NKWD uniemożliwia prezydentowi RP oddanie hołdu zbrodni katyńskiej” czy „Długie ręce Stalina”. Kontrolerzy z wieży starali się zniechęcić załogę do lądowania, podając np. „podrasowane” dane o pogodzie – informowali załogę polskiego samolotu, że pogoda jest gorsza niż była w rzeczywistości.

Zródło: artykuł autorstwa Jozefiny Bakier / NieNależna.pl

Mam nadzieję, że udało mi się przybliżyć czytelnikowi wszelkie aspekty polityczne związane z tą katastrofą. Już niebawem dalszy ciąg - zapraszam do lektury !

2 komentarze:

  1. Ciekawy blog pozdrawiam zapraszam też do siebie:
    http://moto-michael.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesujący artykuł: Zapraszam również na blog o sporcie: http://mojsport-pattka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń